Czyż nie dobija się staruszków?
Nie byłem w stanie z powodu podróży po Mecklemburgii (ale to osobny temat) odneiść się do ważnego tekstu Gabriela o strasznych rzeczach prytrafiających się na wsiach.
Przytrafiających się, jednak, a nie będących podstawą ich istnienia.
Przede wszystkim nikt z rozmówców nie wziął pod uwagę faktu, że taki konstrukt jak "społeczność wiejska" nie istniał w ogóle nigdy i nigdzie. Wieś, jak i miasto, była silnie rozwarstwiona. Obok bogatych chłopów i rzemieślników mieszkała tam także biedota. Ci zamieszkiwali głównie u kogoś i najmowali się do prac dorywczych. W tym również przy dworach, w ktorych (przynajmniej na Śląsku w XVIII i XIX w) nie zamieszkiwał bezpośrednio obszarnik z rodziną, a wyłącznie dzierżawcy, których wogóle stosunki dwór - wieś nie interesowały z samej definicji.
Te stosunki jednak interesowały pruską policję, oraz gazety. I taki jeden przykład z górnośląskiej gazety Katolik z roku 1897 teraz pokażę:
Strzebiń, w powiecie lublinieckim. Wielkie zaniepokojenie wywołało zniknięcie pewnej wdowy, która przed mniej więcej dwoma laty przybyła tu dotąd z swoją córką i zięciem z Cieszowy. Jeszcze za życia córki były w rodzinie często kłótnie i niesnaski z powodu należącego się teściowej wycugu. Po śmierci córki, gdy zięć owdowiał i powtórnie się ożenił, położenie matki stało się jeszcze cięższem. Zięć często okrutnie znęcał się nad starą kobietą. Nareszcie znikła naraz z widowni. Drugi syn jej, chcąc się przekonać co się dzieje z matką, udał się do szwagra, a ponieważ jego nie było, zapytał się syna jego z pierwszego małżeństwa, gdzie jest babka. Syn odpowiedział mu, że babki nie ma, bo ją ojciec zabił tłuczkiem do kartofli. Wieść ta szybko się rozszerzyła, a dobrego zięcia uwięziono. Według zeznania drugiej żony zakopał mąż zwłoki teściowej w lesie między Koszęcinem a Kaletami. Tymczasem poszukiwania były dotychczas bezskuteczne. W zeszłą Sobotę była na miejscu komisya sądowa
składająca się z 12 członków, a na jej czele znajdował się prokurator. Wynik poszukiwań komisyi jeszcze nie wiadomy.
Zwykła sprawa karna z końca XIX wieku. Nie rozstrzygniemy co było jej przyczyną, a przynajmniej nie na podstawie tej jednej notki prasowej. Czy wynikało to z samej kontrukcji prawnej wycugu czy może z konfliktowego charakteru obu osób pewnie się też nigdy nie dowiemy.
Więc tak - takie przypadki się zdarzały, ale nie powiedziałbym, że była to norma. Gdyby miały charakter normatywny, to nikt nie zainteresowałby tym ani pruskiej policji, ani prasy.
A jak było wcześniej? Pewnie tak samo. Taki los mógł spotkać osoby, które w żaden sposób nie były spokrewnione z nowymi właścicielami posesji, do których przypisany był ich wycug (bo ten był przypisany do posesji, a nie do rodziny). I jeśli się rzeczywiście gdzieś zdarzały, to postępowano w taki sposób, aby zgon wyglądał na wynikły z przyczyn naturalnych. Szczególnie, że władzę sądowniczą nad wioskami sprawował miejscowy dziedzic, a przypadki zabójstw musiał przekazywać dalej do rozpatrzenia.
Jestem w stanie oczywiście uwierzyć, że hrabia Potocki spotkał Weneda, który powiedział mu, że idzie do lasu zabić ojca. Też bym różnych głupot nagadał, żeby jaśnie pan nie doniósł miejscowemu leśniczemu, że idziemy kraść drzewo do lasu, szczególnie, że jest szansa, że sypnie może z litości jakim talarem albo dwoma. Jestem też w stanie uwierzyć, że najbiedniejsi czując swój kres życia odchodzili od rodziny na mróz, nie chcąc być dla nich dalszym ciężarem.
Ale nie uwierzę w to, co napisał Biegeleisen, że była to rzecz powszechna. Nie była.
Każde morderstwo (a tak było to traktowane w prawie), a już szczególnie ojcobójstwo, było karane śmiercią. Po przeprowadzeniu odpowiedniego postępowania karnego. A te wbrew pozorom były niezwykle rzadkie w czasach dawniejszych. W Protokolarzu Miasta Woźniki (liczącego wówczas ok 150 mieszkańców) obejmującego lata 1450-1770 odnotowano tylko jeden taki przypadek. Jeden z proboszczy sąsiedniej wioski w pisanej przez siebie kronice (co mieli obowiązek czynić) opisał tylko jedną spowiedź, której udzielił zupełnie nieznanej sobie kobiecie, która przyznała się do obcobójstwa, i którą po spowiedzi i udzieleniu sakramentów natychmiast stracono i pochowano na miejscowym cmentarzu.
Ciężko więc mówić o jakimś masowym występowaniu takiego zjawiska, które opisał Biegeleisen. Szczególnie, że na terenie całego górnośląskiego powiatu za okres około pięciuset lat potwierdzone zostały w dokumentach tylko trzy takie przypadki.
tagi:
|
|
Pioter |
| 3 sierpnia 2026 10:07 |
Komentarze:
|
|
gabriel-maciejewski @Pioter |
| 3 sierpnia 2026 10:12 |
To teraz sprawdź jak było w Galicji i w Królestwie
|
|
Pioter @gabriel-maciejewski 3 sierpnia 2026 10:12 |
| 3 sierpnia 2026 10:20 |
Nie mam twardych danych. Nie grzebałem też mocno w tamtejszej dokumentacji źródłowej.
Natomiast jedno było niezmienne - do pańszczyzny była przypisana władza sądownicza dworu nad wsiami do niego należącymi. Ci, którzy nie podlegali sądowi dziedzica, podlegali sądowi królewskiemu.
Statystyki spraw to było mniej więcej 70% kradzieże leśne, 20% bójki i reszta.
|
|
stanislaw-orda @Pioter |
| 3 sierpnia 2026 13:54 |
ja tak
Wydaje się, iż najbardziej interesujący aspekt „przestępstwa imaginacyjnego”, jakim bez wątpienia były domniemane pakty czarownic z Diabłem, stanowią oskarżenia o popełnienie tego rodzaju przestępstwa, które kierowano wobec osób najzupełniej niewinnych. Dlaczego osoby uważane za czarownice były podejrzewane i oskarżane o popełnianie przestępstw przez sąsiadów czy członków rodziny? Jest to fenomen podobny do oskarżeń w procesach politycznych w znacznie bardziej współczesnych nam czasach.
Na pewno jednym z ważnych powodów była potrzeba zracjonalizowania nieszczęść i przeciwności losu, jakie dotyczyły warunków doczesnego bytowania ogromnej większości żyjących w tamtej epoce ludzi. Bardzo prymitywne warunki życia, poczynając od warunków higieny, stanu zdrowia, powtarzających się okresów głodu i klęsk żywiołowych, epidemii, po zagrożenie podstaw egzystencji, albo jej samej, w postaci rabunków i napadów, samowoli wielmożów, aż do dziedziczonego stanu nierówności wobec prawa, przyczyniały się do konfliktów międzyludzkich już na poziomie najbardziej elementarnych potrzeb i interesów. Kogoś należało obarczać przyczynami niedoli. Oskarżenia o czary i procesy sądowe stanowiły z jednej strony odbicie istniejących napięć społecznych, z drugiej zaś powodowały ich rozładowywanie. Należy mieć koniecznie na uwadze fakt, iż procesy o czary i polowania na czarownice pojawiły się w określonym momencie przemian społeczno-politycznych i ekonomicznych w Europie.
(…)
Z zachowanych dokumentów procesowych można wnioskować, iż występuje wyraźna korelacja między stanem cywilnym a oskarżeniami o czary. Większość oskarżonych kobiet stanowiły osoby niezamężne (wdowy, „stare” panny). Ważną przyczyną kierowania oskarżeń pod adresem takich osób był fakt, iż były stare i biedne, a nie wyłącznie, iż były niezamężne. Wraz z rozwojem miast i „nadumieralnością” mężczyzn, ilość samotnych kobiet bywała znacząca. W społecznościach wiejskich obecność kobiety samotnej, nie podporządkowanej ojcu lub mężowi, wprowadzała dysonans w relacjach w takiej społeczności. Bywała odbierana jako zagrożenie, zwłaszcza przez kobiety mające mężów i dzieci. W okresach nasilonych konfliktów zbrojnych i okresach epidemii, większość ich ofiar stanowili mężczyźni. Odsetek kobiet niezamężnych sięgał na wielu terenach 20, a nawet 30 procent. W krajach Reformacji rozwiązano wszelkie instytucje kościoła katolickiego, w tym klasztory żeńskie, które stanowiły ważny zawór bezpieczeństwa w społeczności i schronienie dla takich kobiet. Po zlikwidowaniu stowarzyszeń zakonnych, kobiety te były zdane wyłącznie na siebie. Stanowiło to drażliwy i de facto nierozwiązy-walny problem społeczny. Wiele z nich stało się żebraczkami i nędzarkami, wiele miało problemy psychiczne, nie mogąc znaleźć się i poradzić sobie w nowej sytuacji. Były „inne’ i budziły niechęć, a w końcu agresję kanalizowaną oskarżeniami o czary.
Oczywiście, oskarżenia o uprawianie czarów dotyczyły także kobiet zamężnych, ale wynikały one z innych przyczyn. W takich przypadku oskarżenia służyły do „regulowania” konfliktów rodzinnych z mężem lub dziećmi, jak też sporów o majątek rodzinny. Pozwalały okazać uczucia wrogości w sposób społecznie akceptowany. Czyli oskarżenia o czary stanowiły środek zastępczy do regulowania doraźnych konfliktów i spraw, trudnych do załatwienia w inny sposób. Oskarżenia o czary były także popularnym środkiem rozwiązywania sporów pomiędzy wierzycielami i dłużnikami, a nawet sąsiedzkich sporów „o miedzę”.
(...)"
https://stanislaw-orda.szkolanawigatorow.pl/polowania-na-czarownice-3
tylko a propos;
"
|
|
Pioter @stanislaw-orda 3 sierpnia 2026 13:54 |
| 3 sierpnia 2026 14:18 |
Ale to podobnie jak w ZSRR doniesienie o antypaństwoj działalności rodziciela, a nie własnoręczne zabójstwo. Pozwolenie, aby system państwowy wykonał brudną pracę za nas.
To również naganne, ale wymagające całkiem innej psychiki człowieka niż zabicie kogoś z zimną krwią tłuczkiem.
|
|
stanislaw-orda @Pioter 3 sierpnia 2026 14:18 |
| 3 sierpnia 2026 15:43 |
Najbardziej zależy to od dostępnych środków jak też możliwości. Nie zawsze i nie wszędzie państwowa struktura instytucjonalna mogła wyręczyć w takiej potrzebie.
|
|
Pioter @stanislaw-orda 3 sierpnia 2026 15:43 |
| 3 sierpnia 2026 16:22 |
Ale to też nie oznacza, że mimo szczerego życzenia człowiek fizycznie potrafi coś takiego wykonać. Nawet rzeźnik na co dzień pracujący w rzeźni miejskiej.
Zamordować kogoś może albo ktoś, kto został w tym celu odpowienio przeszkolony, albo psychopata.
|
|
MarekBielany @Pioter |
| 3 sierpnia 2026 21:52 |
Mamy motyw, sposobność i ...
Mietek wiesz co robić !
Tak jest.
plus rover
|
|
stanislaw-orda @Pioter 3 sierpnia 2026 16:22 |
| 3 sierpnia 2026 21:58 |
Uważam, że nie doceniasz możliwości homo sapiens w tym zakresie.
|
wuwu @Pioter |
| 3 sierpnia 2026 22:02 |
Tu mamy z niemieckiej literatury baśń ludową o pozbywaniu się słabszych gąb do wyżywienia w czasie głodu, "Hänsel und Gretel" czyli "Jaś i Małgosia". Bracia Grimm dużo zebrali takich opowieści ludowych. "Morderstwa, kanibalizm, kazirodztwo… Krzywdzenie dzieci, porzucanie ich w lesie, obcinanie członków – katalog okrucieństw jest długi, ale, powtórzmy, Grimmowie ich nie wymyślili. To zbiór baśni magicznych, podań, przypowieści, bajek, legend i pieśni ludowych, a sama publikacja miała charakter naukowy, miała uratować od zapomnienia ustne przekazy." - objaśnia znawczyni tematu.
"Uśmiech sardoniczny" podobno pochodzi od powodującej grymas trucizny roślinnej tradycyjnie podawanej staruszkom na Sardynii przed zrzuceniem ich ze skały. Tak przynajmniej podawali Rzymianie przed podbojem Sardynii i tych podłych Sardyńczyków (tu piszą, że chodzi o Fenicjan osiadłych na Sardynii). Ale i do tej pory takie podanie funkcjonuje na Sardynii, a nawet pokazywana jest góra z bramą do przepaści, a w bramie porzucone czarki po truciźnie. W czasach nowszych z kolei miały istnieć na tej samej wyspie "służebnice śmierci" zwane femmina accabadora, dobijające chorych.
W Szwecji pokazują wiele przepaści do zabijania (się) staruszków, które mają nawet własną nazwę "ättestupa". Współcześnie Szwedzi od takich praktyk się odżegnują, mówią, że to mit i nieprawda.
Kulturowa praktyka zabijania starych ludzi ma hasło w wikipedii "Senicide". Z jedenej strony piszą tam, że są/były to praktyki powszechne (i podają nieliczne kultury gdzie ich NIE było), a z drugiej, że nie ma wiele dowodów na te praktyki.
Bajki to do straszenia czy straszne sytuacje lub propaganda panświnizmu, trudno powiedzieć. W każdym razie, dlatego ludziom potrzebne było i jest chrześcijaństwo (jedni drugich ciężary noście).
|
|
Pioter @wuwu 3 sierpnia 2026 22:02 |
| 4 sierpnia 2026 10:38 |
Tak. Ale realnie mamy poświadczone 3 przypadki w jednym powiecie na okres 500 lat. Nie bajki i opowiadania, a konkretne karne dochodzenia.
Jak to się ma więc do obecnych czasów i promowania eutanazji?
Czy nie przypadkiem tak samo jak badania przeprowadzane na więźniach (i częściowo fałszowane) miały się do promowania rewolucji seksualnej w latach 60/70 XX wieku?
|
|
Magazynier @Pioter 3 sierpnia 2026 14:18 |
| 4 sierpnia 2026 10:47 |
Ale zabójstwa starych rodziców nie koniecznie są dokonywana z zimną krwią. Desperacja i wściekłość na nędzę.
|
|
Pioter @Magazynier 4 sierpnia 2026 10:47 |
| 4 sierpnia 2026 11:35 |
A da się coś takiego przeprowadzić bez planowania? Bez czekania na odpowiednią okazję?
A skoro mowa o nędzy to zdefiniuj ją. Brak pieniędzy to nie jest nędza na wsi. Brak jedzenia na wsi występuje wyłącznie przy niewłaściwej gospodarce lub szczególnych przypadkach nieurodzaju ( a tych z tego co wiem, w ostatnich 500 lat było może kilkadziesiąt). Występuje też przy wojnach, gdy armia zagrabi wszystko, co jej się nawinie.
Ale śmierć z głodu czy niedożywienia to nie zabójstwo.
|
|
Magazynier @Pioter 4 sierpnia 2026 11:35 |
| 4 sierpnia 2026 12:17 |
Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie. Może masz rację. Jako cepr patrzę na życie w górach i widzę że tu jest trudniej. Nędzę definiuję jako brak żywności dla wszystkich. Teraz jako brak kasy na wszystkie potrzeby.
Nie jestem przekonany, że w Galicji i Kongresówce chłopi dawali radę z planowaniem wyżywienia. Zwłaszcza pod zaborami po uwłaszczeniu. Myślę że wolni najmici mieli problem z wyżywieniem siebie i rodziny zimą i na przednówku. Weź pod uwagę również mentalność którą tworzyła nieumijętność zarobienia na rynku żwynościowym, alkoholizm jako źródła utrzymania właścicieli szynków, i to co się działo w czasie rabacji. Zdziczeli chłopi.
Ty pochodzisz ze Śląska, z bogatej krainy, gdzie mieszkają biedni ludzie. Potencjał jednak jest. Bieda też jest, ale nie nędza. Podobieństwa między gwarą góralską a śląską sugerują mi migrację z gór na niziny. W górach nawet niskich łatwo o niedobór żywności. Zmienna pogoda potrafi zniszczyć plony. Obfite deszcze.
|
|
stanislaw-orda @Pioter 4 sierpnia 2026 10:38 |
| 4 sierpnia 2026 12:49 |
"Realnie poświadczone" to opieranie sie na tym, jak i co wówczas interpretowano i do jakiej "rubryki" zaliczano. Podobnie jak w przypadku covid-19. To nic, ze pacjent umarł na arteriosklerozę, ale skoro został zapisany jako "pacjent covidowy" bo test covid "wykrył"., no to piszemy w rubryce covid.
Może nie wyganiajmy Diabła Belzebubem.
|
|
Pioter @stanislaw-orda 4 sierpnia 2026 12:49 |
| 4 sierpnia 2026 13:03 |
Nie. Chcę tylko pokazać, że założenia są całkowicie błędne. Mają nas przygotować do normalizacji "eutanazji" jako czegoś oczywistego i normalnego. na zasadzie, że zawsze tak było, tylko to było ukrywane.
Tymczasem badania historyczne pokazują, że tak nie było. Że przestrzegano piątego przykazania, nawet jak z przestrzeganiem czwartego były problemy.
A to nas ostrzega, że barbarzyńskie czasy dopiero nadchodzą.
|
|
Pioter @Magazynier 4 sierpnia 2026 12:17 |
| 4 sierpnia 2026 13:13 |
Mieszasz chłopów i komorników. Chłop to był gospodarz, który na dzisiejsze miał około 20 ha ziemi II klasy. Gdzie ziemia była lichsza, to jej ekwiwalent. Komornik zaś to najemca jakiegoś skromnego kąta, najczęściej pracujący jako parobek we dworze czy u chłopa. Pomiędzy nimi był jeszcze zagrodnik, mający własny dom z przydomowym sadem lub ogrodem. Najczęściej był też partaczem (czyli fachowcem spoza cechu) i z tego się utrzymywał.
Pijaństwo i doprowadzenie do znacznego zubożenia wsi, to dopiero wiek XIX. I celowe działanie, bo potrzebni byli koloniści w Ameryce.
A góry czy lasy dostarczały też dodatkowej pracy poza rolą. Góry to kamieniołomy i kruszce, lasy to drewno, węgiel, smoły. Rzeki i stawy to hodowle ryb, napędzanie kuźnic i młynów, produkajca klejów i papieru. Gleby słabszej klasy to pastwiska dla bydła czy owiec.
Przestańmy patrzeć na wieś wyłącznie przez zakurzony rybi pęcherz w okienku u komornika na przednówku. Ono zamarzło i pokazuje wyłącznie zniekształconą nędzę, a nie rzeczywistość.
|
orjan @Pioter |
| 4 sierpnia 2026 14:20 |
>> Przestańmy patrzeć na wieś wyłącznie przez zakurzony rybi pęcherz w okienku u komornika na przednówku. Ono zamarzło i pokazuje wyłącznie zniekształconą nędzę, a nie rzeczywistość. <<
Popieram. W przestrzeni blogowej nie uda się przeprowadzić analizy i w końcu dowodu, jak to było: Czy na wsi w ogóle była tylko nędza i zdziczenie, czy też to tylko zdarzało się?
Na tym zaś tle: W jakim kierunku ten, czy ten stan bytu wpływał na świadomość ludu wiejskiego?
W końcu zaś najważniejsze: Jak w sferze materialnej i niematerialnej (tu zwł. poglądy, tzw. mądrości ludowe, poczucie sprawiedliwości, itd.) ludowa świadomość reagowała na brak dobrostanu? Mianowicie, preferowała poprawę dobrostanu, czy "oswojenie" jego braków dla eksploatacji przez nielicznych?
Nie pamiętam, gdzie, ani u kogo, lecz spotkałem się z taką repliką: No dobrze, przyjmijmy, że wszystkim na wsi rządziła nędza i związane z nia degeneracje różnego rodzaju. Lecz jak wtedy:
- w zakresie świadomości wytłumaczyć rozwój kultury ludowej, a w końcu i patriotyzmu?
- natomiast w zakresie materialnym jak wytłumaczyć np. rozpowszechnienie się strojów ludowych?
Przecież one stroje były względnie drogie. Jeśli nie w pieniądzu, to w twórczej pracy własnej. Po co były buty ubierane dopiero pod kościołem i czy w takim razie były te buty dobrem luksusowym z motywacji kulturowej, zamiast bytowej?
|
|
stanislaw-orda @Pioter 4 sierpnia 2026 13:03 |
| 4 sierpnia 2026 17:29 |
W odnoesieniu do duzych modułow czasowych wieków minionych, katyegoryzacje w rodzaju "zawsze", czy "nigdy" , w oczywisty sposób nie moga być trafne. Bywało roznie, choc oczywiscie jest prawda, ze idea chrześcijańska poyła kres samowoli w tym zakresie. Trzeba było "pokombinować", a to oznacza , ze zjawisko z kategorii "to nie moja sprawa" przeskoczyło na widok publicznuy, który mogł być ujawniony tzw. ogólowi np. z koscielnej ambony i potepiony. Czyli znalazło sie w kategorii przypadków rzadkich. W czasach opresji i jakiegoś kryzysu egzystencjalnego (np. Hołodomor na Ukrainie, Kubani, Północnym Kazachstanie) częstrzych, a po nich znowu nie stanowiły reguły.
No ale nie dajmy sie zwariować. w 3 przypadki na 500 lat w powiecie nie jestem skonny uwierzyć, choc oczywiscie nie wykluczam takiego splotu okolicznosci. Swiat jest na tyle pojemy, że zdoła pomieścić wszystko w skali dobra i zła.
|
wuwu @Pioter 4 sierpnia 2026 13:03 |
| 4 sierpnia 2026 20:54 |
Niewykluczone, że to propaganda zła (to nie śpi).
Lub pisanina taka, pogoń za sensacją, jak na tym memie:

|
orjan @wuwu 4 sierpnia 2026 20:54 |
| 4 sierpnia 2026 23:58 |
To trafna refleksja!
Teraz trwa raczej pogoń za sensacją z rozcieńczaniem moralnym. Mało prawdopodobne, aby już teraz senicide dyrygowane była przez eutanazyjnych postępaków lewackich chociaż podoba się takim na pewno. Jednak, gdy tylko osłabnie tabu osiągnięte wielowiekowym wysiłkiem moralnym, to z pewością sprawa zostanie całkowicie przejęta przez tych lewaków, a ci utworzą z tego dochodowy przemysł wspierany dedykowanymi izbami tradycji, jak to drszewiej bywało.
Powszechnie znany przykład takiej metamorfozy z poziomu niedawnego tabu do obecnej mody haute couture? - Tatuaże. Na horyzoncie pewnie moda na abażury.
Lewactwo niczego nowego nie wymyśla. Na tworzenie jest za głupie. Natomiast, głównie za pomocą relatywizmu, wyspecjalizowało się w przejmowaniu ścieżek niefrasobliwej głupoty i w przerabianiu tych ścieżek najpierw w koleiny a w końcu na szerokie tory do anty-cywilizacji. Wcale nie do anarchii. Do anty-cywilizacji właśnie.
|
|
OjciecDyrektor @Magazynier 4 sierpnia 2026 12:17 |
| 7 sierpnia 2026 17:13 |
No właśnie, że bie. W górach łatwo wyżywić krowy, owce i kozy. P9za tym w górach jest eużo lasu, a więd i roboty leśnie, które zaesze i wszędxie były dobrzr płatne. Na Ukrainie, gdzie w górach jest biednie, ludzie nie głodują. Łatwiej o głód w miastach, gdzie żywność trzeba kupować. A jak nir ma kasy albo gdy żywność gwałtownie dr9żeje, to wtedy jest głód. W górsch poza tym niezmiernie rzadko zdarzają się napady wojsk, które zabierają cały inwentarz i plony. W górach wymagana jest dyscyplina czasowa i to ostra, i stąd ludzie z miasta myślą, że w górach żyje się trudniej. Moim zdaniem tak nie jest. Trzeba tylko wykonać niezbędne prace o właściwej porze. Reszta jest czasem wolnym.
|
|
OjciecDyrektor @Pioter 4 sierpnia 2026 13:13 |
| 7 sierpnia 2026 17:17 |
Masz absolutną rację. Dziś tego nie widximy, bo wszystko przysłania nam "turystyka", ale góry to zawsze było bogactwo - vide Górne Węgry lub Siedmiogród. Trzeba się bardzo pistarać, aby w górach zapanowała nędza. I socjalizm był takim "lekarstwem" na bogactwo górali.
|
|
OjciecDyrektor @wuwu 4 sierpnia 2026 20:54 |
| 7 sierpnia 2026 17:22 |
Dobre. Tak właśnie certyfikowani historycy rekonstruują naszą historię - zawsze na podstawie materiału źródłowego, bo to podstawa.
|
|
OjciecDyrektor @orjan 4 sierpnia 2026 23:58 |
| 7 sierpnia 2026 17:25 |
Tatuaże to totemizm, czyli wiara w moc obrazu. Pismo staje się passe.
|
|
Magazynier @Pioter 4 sierpnia 2026 13:13 |
| 7 sierpnia 2026 21:48 |
Ok. Mnie rozchodzi się właśnie o ten 19 wiek kiedy i chłopi pańszczyźniani byli wywłaszczani/uczynszowiani. Za wykupem ziemi lub za odszkodowaniem w ziemi. Do tej pory renta była odrobkowa. Wtedy pojawiła się renta pieniężna. Musiał się chłop wykupić. Pojawiła się biedota wiejska, chałupnicy - wolni najmici.
Przed konstytucją 3 maja, Biskup Przemyski napisał pamflet w którym przedstawił historię zbuntowanych chłopów, którzy domagali się ziemi na własność, ziemi którą uprawiali. Grozili sądami etc. Zaś po roku przyszli do niego z prośbą by wziął ich znowu na pańszczyznę, bo sobie nie radzili. Trudno im było sprzedać polony ziemi z zyskiem i zabrakło im serwitutów. Nie mógł ich przyjąć spowrotem bo dokument był podpisany. Mógł im tylko trochę pomóc ale przy swojej stracie.
Konfabulował?
|
|
Magazynier @OjciecDyrektor 7 sierpnia 2026 17:13 |
| 7 sierpnia 2026 21:51 |
Aha. Ok.
|
|
Pioter @Magazynier 7 sierpnia 2026 21:48 |
| 9 sierpnia 2026 18:10 |
Chałupnik miał majątek. Bez majątku byli komornicy (czyli ci, którzy w dworze mieszkali w czworakach).
Nie wiem jak w Galicji, czy Kongresówce, ale na Śląsku dwory były odrębnymi okręgami administracyjnymi, włączonymi przymusowo do gmin wiejskich dopiero w wyniku reformy administracyjnej w 1926. I to wbrew samym mieszkańcom wiosek. To naprawdę różne kategorie ludzi, nie tylko prawnie, ale też mentalnie. I to nie ma nic wspólnego z konfliktem dwór-wieś, to konflikt pracodawca-robotnik rolny.