-

Pioter : Kiedy bogowie zorientowali się, że nie są w stanie zmienić tego co już się stało, stworzyli historyków.

Upadek państwa Obodrytów

Pokażę teraz Państwu fragment pracy Thomasa Nugenta dotyczący wojny pomiędzy Henrykiem Lwem, księciem saskim, a Przybysławem, księciem obodrzyckim. Skutkiem tej wojny było wymazanie obodrzyckiego państwa z mapy, ale nie na tym akurat skupia się Nogent, a na sposobie, w jaki do tego doszło.

Sasi, całkowicie już dokonawszy podboju Wandalii, postanowili wykonać swój barbarzyński zamiar całkowitego wyniszczenia narodu Wenedów. Kraj ten był już w dużym stopniu wyczerpany przez krwawy konflikt, który trwał od początku świętego związku, a szczególnie przez ostatnią wojnę, która ze wszystkich była najbardziej niszcząca. Lecz teraz, gdy opór całkowicie ustał z powodu bezsilności pokonanych, wszystkie okropności i nieszczęścia, jakie może wyrządzić kapryśny i rozgniewany zdobywca, przypadły w udziale nieszczęsnym Wenedom. Moglibyśmy, dla honoru ludzkiej natury, zasłonić te okrucieństwa wszelkiego rodzaju, jakie były stosowane wobec bezbronnej ludności przez nieustępliwego wroga; jednak nasz szacunek dla praw historii zobowiązuje nas nie zniekształcać prawdy, jakkolwiek strasznej i odrażającej dla czytelników obdarzonych zwykłą wrażliwością.

Cały kraj stał się teatrem grabieży i zamętu, pełnym wszelkich możliwych scen rzezi i okrucieństwa. Wojsko saskie wydawało się pobudzone przez długotrwałą wrogość i nienawiść do najbardziej nienasyconego pragnienia zemsty, co uczyniło je całkowicie zatwardziałym i niezdolnym do współczucia. Ich miecze były bez wyjątku wymierzone zarówno w uzbrojonych, jak i bezbronnych, w silnych i bezradnych; ani wiek, ani płeć, ani stan społeczny nie były oszczędzone w tej masowej rzezi. Ulice były pełne poranionych ciał, a miejsca publiczne spływały krwią. Świątynie, lasy i gaje Wandalii zostały zredukowane do popiołów, a kapłani poświęceni nieposkromionej furii zwycięzców. Osoby wysokiego stanu dzieliły los pospólstwa, były mordowane w tłumie lub zmuszone do ucieczki przed barbarzyństwem najeźdźców. Ci, którzy próbowali uciec, byli zabijani w stosach, a drogi w całym kraju usiane były zwłokami.

Po nasyceniu się rzezią w pierwszym impulsie furii, rozpoczęli wreszcie zaspokajać swoją nienasyconą chciwość, nie oszczędzając żadnej własności wroga, która pozostała w całym kraju, chwytając wszystko jako legalny łup. W rezultacie tej nieludzkości nieliczni, którym udało się uniknąć miecza, zostali pozbawieni wszelkich środków do życia, tak że klęska głodu podążyła za zgubnym mieczem. Wielu z tych biednych ludzi, którzy ukryli się w kryjówkach, musiało udać się do Danii i Pomorza, inni wycofali się do Łużyc i marchii brandenburskiej. Nieliczni zdołali uciec do księstwa Lüneburga; lecz znaczna większość, zadowolona z życia i poddaństwa pod swoimi barbarzyńskimi zdobywcami, została sprzedana w niewolę Polakom i Czechom.

Ponieważ ci nieszczęśnicy byli wówczas powszechnie znani pod nazwą Słowian (Slavi), stąd później ten termin był stosowany do określania wszystkich osób zmuszonych do stanu niewolniczego. W niemieckich prowincjach śródlądowych, do których uciekali, traktowano ich wszędzie jak niewolników i zatrudniano w pracach ciężkich, przy nawożeniu i uprawie ziemi. Aby dopełnić tę ponurą scenę, zdobywcy dodali do barbarzyństwa swojej przemocy najbardziej zniewalające pogardy: imię tych nieszczęsnych ludzi stało się terminem hańby i upokorzenia, do tego stopnia, że Saksończycy, którzy przejęli ich ziemie, przez dłuższy czas nie pozwalali obcym mieszkać wśród nich, jeśli nie przysięgali, że nie pochodzą z Wenedii.

Lecz jakby gniew zwycięzców nie mógł zostać ugaszony eksterminacją mieszkańców, wymierzali oni swoją zemstę również na samym kraju, paląc i niszcząc domy, budowle fortyfikacji, gaje, ogrody i wszelkie ślady ludzkiej uprawy. Do takiego nadmiernego stopnia bezczelności doprowadzili swoją działalność, że nie pozostało ani jedno drzewo ani dom, w którym mogłyby budować gniazda bezbronne jaskółki; biedne ptaki zmuszone były uciekać na wybrzeże i budować swoje małe domostwa w dziobach statków. Krótko mówiąc, na zakończenie tej tragedii cały kraj Wandalii przybrał wygląd ponurej pustyni, locus vastæ solitudinis, jak sam Henryk Lew odnotowuje w swoich listach patentowych, na mocy których założono biskupstwo w Schwerinie.

Gdy rozważymy tę scenę nędzy i spustoszenia rozumnym okiem, w epoce, gdy zasłona uprzedzeń wynikających z antypatii narodowej i religii jest usunięta, nie możemy powstrzymać kilku łez nad ponurym losem walecznego, lecz nieszczęsnego narodu Wenedów. Niewiele rewolucji w historii towarzyszyło tak okrutne okoliczności, ani nie okazały się bardziej niszczące dla dawnych mieszkańców. Narody ucywilizowane, a szczególnie te, które roszczą sobie prawo do chrześcijaństwa, rzadko lub nigdy nie posuwały się w wykonywaniu praw wojny czy podboju tak daleko, by wykorzenić swoich wrogów. Nawet Karol Wielki, po tym jak podbił Sasów długą i krwawą wojną, nie usiłował zgładzić całego ich rodu, lecz tylko przesiedlił część, a pozostałych starał się pojednać ze swoim imperium przez wprowadzenie chrześcijaństwa.

Lecz Sasi, znacznie bardziej okrutni niż Frankowie, byli spośród wszystkich zdobywców najzacieklejsi w niszczeniu, stosując najostrzejsze miecza wobec tych, którzy odważyli się walczyć z nimi o wolność lub panowanie.

W podobnie dziki sposób zachowywali się ich przodkowie kilka wieków wcześniej w Brytanii, gdzie albo mordowali, albo wypędzali większość rodowitych mieszkańców, którzy zaprosili ich na pomoc. Żaden z innych narodów północy, które przetoczyły się przez cesarstwo rzymskie, nie zachował się tak okrutnie wobec podbitych mieszkańców, ani nie palił się taką żądzą zemsty i wrogości, by usiłować przemienić te prowincje w pustynie. Goci, Burgundowie, Longobardowie, zamiast bezwzględnie mordować Rzymian i pragnąć wykorzenienia całego ich rodu, stanowili sprawiedliwe prawa na ich korzyść, wskutek czego Rzymianie i dzicy barbarzyńcy — ich zdobywcy — uznawani byli za współobywateli. Teodoryk, król Italii, książę gocki, wysyłając armię do Galii, użył wobec swego wodza słów, które zasługują na wyrycie na mosiężnych filarach: „Niech inni królowie rozkoszują się łupem i spustoszeniem zdobytych miast; my chcemy podbijać tak, aby nasi nowi poddani żałowali, że nie znaleźli się pod naszą władzą wcześniej.”

Mało rzeczywiście zawdzięcza natura ludzka tym prawnikom, którzy raczej na przykładzie tyranów niż dobrych książąt pozwolili sobie ustanowić przeciwną doktrynę i rozszerzyć prawo zdobycia na zgładzenie mieszkańców. Szczęściem tego oświeconego wieku jest to, że takie okrutne maksymy zostały obecnie całkowicie obalone, a książęta kształceni są w sprawiedliwszych pojęciach, opartych na rozumie i humanitaryzmie. Uczy się ich, że prawa wojny to jedynie te, które można obronić na zasadach surowej sprawiedliwości; że królowie nie mają więcej prawa niż indywidualni ludzie do zabijania lub niszczenia, poza przypadkami obrony własnej i naturalnej konieczności; że moc miecza dana jest, by zachować, a nie by unicestwiać; by odpierać niesprawiedliwe ataki, a nie dla kaprysu igrać życiem bliźnich; że celem podboju jest nabycie terytorium, a więc zachowanie, a nie zguba mieszkańców; oraz że po dokonaniu podboju barbarzyństwem i tyranią jest wymordować tych, którzy nie mają siły się sprzeciwić i od których z natury nie grozi im najmniejsza krzywda.

A w istocie są to zasady, których przestrzeganie zawsze uważały za korzystne dla siebie rozważne i rozsądne osoby obdarzone władzą. Ci, którzy postępowali według przeciwnych maksym, a właściwie kierowali się własnymi brutalnymi skłonnościami i dawali upust niepohamowanym namiętnościom furii i gniewu, byli we wszystkich czasach potępiani za barbarzyństwo swoich manier oraz za nierozwagę i złą politykę swoich działań. Polibiusz, zauważając okrucieństwo Filipa, króla Macedonii, syna Antygona, wobec Etolów, używa tych znamiennych słów: „Że niegodne jest dobrego i sprawiedliwego księcia prowadzenie wojen w celu całkowitego wyniszczenia wroga; powinien on karać tylko winnych i oszczędzać niewinnych.” Ten sam roztropny autor w innym miejscu zauważa: „Że roztropni władcy, dokonując odwetu na swoich wrogach, nie powinni tyle zważać na karę, na jaką ci ludzie zasługują, ile na to, co przystoi ich własnej godności, aby wymierzyć.”

Rzymianie, choć generalnie byli okrutnymi i wyniosłymi wrogami, i stosowali prawa wojny tak daleko, jak większość zdobywców, rzadko dopuszczali się takiego skrajnego postępowania, aby unicestwić całe narody, z wyjątkiem przypadków, gdy ci uporczywie kontynuujący działania wojenne świadomie uniemożliwiali własne przetrwanie. Tak było w przypadku Żydów przy ostatecznym zniszczeniu ich stolicy przez Tytusa Wespazjana, gdy byli tak zaślepieni, że odrzucili wszelkie warunki ugody, pozbawiając wielkiego zdobywcę satysfakcji z okazywania swojej ulubionej cechy — łaskawości. Salust, mówiąc o starych Rzymianach, stwierdza, że mieli zwyczaj pozbawiać podbitych ludzi jedynie mocy wyrządzenia krzywdy. Nawet w czasach cezarów, gdy poglądy na podbój były bardziej ekstrawaganckie, wciąż uważano, że narody są podporządkowane tylko po to, aby przestrzegać sprawiedliwych praw, a nie po to, by uczynić je niewolnikami.

Rzeczywiście, ci potężni ludzie, nawet w pośpiechu i pogoni za podbojem, rzadko ingerowali w prawa i majątek jednostek; zadowalali się ustaleniem siedziby imperium w swojej stolicy i pozwalali mieszkańcom podbitych prowincji rządzić się własnymi prawami miejskimi oraz cieszyć się swoimi majątkami i posiadłościami. Tak w ogóle wyglądała ich polityka; przypadki odwrotne są nieliczne i dotyczą prawdopodobnie tylko zasady samoobrony.

Należy jednak wyjąć szczególny przypadek Epirczyków za czasów Pawła Emiliusza; choć senat rzymski zachował się bardzo okrutnie, wysyłając rozkazy temu generałowi, aby plądrował i rozbierał miasta Epiru, a człowiek ten, pomimo swej humanitarnej natury, wykonał je niechętnie w taki sposób, że 150 000 mieszkańców sprzedano na niewolników, nie doszło do całkowitej eksterminacji Epirczyków; nie zabijano ich w zimnej krwi, nie pozostawiono całego kraju bezludnego: celem było jedynie ukaranie tego ludu za niewdzięczność w sojuszu z Persami przeciw ich przyjaciołom i dobroczyńcom, którzy przywrócili im dawną wolność. Kara była jednak zbyt surowa; i już zauważyliśmy, że postępowanie Rzymian w kwestii praw wojny nie zasługuje na bycie wzorem dla innych narodów.

Ponieważ obalenie monarchii wenedzkiej wiązało się z tak nadzwyczajnymi aktami okrucieństwa, i może być słusznie uważane za jedną z najbardziej niszczycielskich rewolucji w historii, czytelnik bez wątpienia zdziwi się, że Sasi — naród słynący ze swej odwagi i cnót wojskowych; naród, który z trudem walczył z Frankami w obronie własnych wolności; naród, który przywrócił godność Cesarstwa Niemieckiego dzięki wielkim wyczynom swoich wojowniczych książąt; a przede wszystkim naród wychowany w łagodnych i humanitarnych zasadach instytucji chrześcijańskiej — był pobudzony tak głęboką i nieprzejednaną niechęcią wobec Wenedów, że postanowił zgładzić cały naród. Rozwinięcie przyczyn tej niechęci stanowi odpowiedni temat badań historycznych; a ci, którzy zmęczeni są tym ponurym widokiem ludzkich nieszczęść, prawdopodobnie znajdą pewne zadowolenie, odkrywając źródło, z którego te nieszczęścia wypływały.



tagi: niemcy  średniowiecze  obodrzyci 

Pioter
25 października 2025 05:20
9     771    10 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

OjciecDyrektor @Pioter
25 października 2025 10:31

Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że tzw. Christianitas to był mit, takie propagandowe zagranie, aby rozbroić stawiających opór i usprawiedliwić zbrodnie, boć to przecież "bracia cheześcianie" walczący z "pogaństwem". Na południu Europy wspólpraca katolickich ponoć władców z islamem, a na półnicy obracanie w niewilę i rzezie braci katolików (Duńczycy Anglików, Anglicy Irlandczykow, Sasi Wenedów i tak dalej) . A wszystko to dla kasy. Obodryci u Wenedzu przeszkadzali w monopolizacji handlu bałtyckiego i tyle. Dorobiono im gębę pogan i heja.

Nas też ubrani w buty pogan - jeszcze Krzyżacy tak gadali.

zaloguj się by móc komentować

chlor @Pioter
25 października 2025 10:31

Jest tu pewne zamieszanie i trudno rozróżnić Obodrytów, Wenedów i Wandalów. Z kolei według oficjalnej czyli "niemieckiej" historii Obodryci byli słowianami, cokolwiek to określenie znaczy. 

 

 

zaloguj się by móc komentować

Henry @Pioter
25 października 2025 10:50

W podobnie dziki sposób zachowywali się ich [Sasów] potomkowie kilka wieków póżniej w Polsce ;-) 

 

zaloguj się by móc komentować

Pioter @Henry 25 października 2025 10:50
25 października 2025 11:58

Dokładnie tak. 

zaloguj się by móc komentować

Pioter @chlor 25 października 2025 10:31
25 października 2025 12:03

Nie ma żadnego zamieszania. Obodryci byli Wenedami, a z kolei Wandalia to jedno z księstw wchodzących  w skład państwa Obodrytów. Sąd ta nazwa tam i dlaczego później książęta Meklemburgii twierdzili, że pochodzą od Wandalów tego jeszcze nie wiem. Natomiast sascy kronikarze postawili znak równości pomiędzy słowami Slave a Wenden i stąd dziś te trudności interpretacyjne.

zaloguj się by móc komentować

Pioter @OjciecDyrektor 25 października 2025 10:31
25 października 2025 12:05

Zgadzam się, że Henryk Lew był realizatorem wyroku wydanego na Wenedów w Meklemburgii. Tak jak jakieś tysiąc lat wcześniej Cezar w Armoryce. I otrzymali dokładnie taki sam rozkaz - eksterminacja.

Pytanie kto i z jakiego powodu wydał taki rozkaz.

zaloguj się by móc komentować


Pioter @OjciecDyrektor 25 października 2025 12:19
25 października 2025 14:15

Na pewno Lubecka zyskała na tym. I natychmiast przystąpiła do tworzenia Hanzy (Wenedzkiej).

Na pewno komuś wybitnie przeszkadzała obodrycka dynastia, bo brata księcia Przybysława, Warcisława, powieszono jak pospolitego przęstępcę. Drugi zaś brat księcia, Przecław, jak tylko się dowiedział, że Henryk Lew zbiera armię przeciw Obodrytom, to opuścił natychmiast Meklemburgię i udał się na duński dwór, gdzie zrzekł się wszelkich praw do dziedzictwa. 

zaloguj się by móc komentować

emirobro @Pioter
25 października 2025 20:14

Czytajac te notke przypomniala mi sie ksiazka Zofii Kossak "Troja Północy – dzieje Słowian Zachodnich". Przeczytalem wiele lat temu. Wciaz jest do dostania.
https://familis.pl/beletrystyka/troja-polnocy-dzieje-slowian-polabskich-zofia-kossak

Podobno Henryk Lew twierdzil, ze pochodzil ze Szwabii, zreszta inne wielkie niemieckie dynastie tez. 
https://pl.wikipedia.org/wiki/Henryk_Lew 

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować