Pruska szkoła wyborcza
Gabriel czasami narzeka, że nasze państwo niczego samodzielnie nie wykorzystuje z dorobku Prus, a jedynie trwa przy tym, co siłą bezwładu po Prusach przejęło.
Na kilku przykładach prasowych pokażę dziś Państwu, że nasz Szacowny Gospodarz w tym akurat zakresie nie ma racji. A posłuży mi do tego wychodząca w Mikołowie w XIX wieku wydawana przez Karola Miarkę gazeta Katolik.
Rok 1871, Nr 8: Korespondencya z powiatu Gliwickiego: Kiedy wszyscy Katolicy wybierają tylko doświadczonych wiarusów; kiedy na całym Górnym Szlązku najlepszy duch ożywia katolickich obywateli, u nas, pożal się Boże, śpią katolicy w staréj gnuśności, nie troszcząc się o to, że około nich uwijają się lwy szukające, kogoby pożreć. Nie dosyć na tém, że przeciwnicy mają wolne pole do działania, na większe nieszczęście nasze pokazały się między nami wyrodki, którzy chociaż są po katolicku ochrzczoni zwodzą dziatki kościoła, namawiając wiarusów, aby nie wybierali katolika za posła. O fałszywych wieściach które rozsiewają, i o zdradzieckich podstępach, których się dopuszczają, muszę nieco powiedzieć: Krzątają się ludzie między katolikami, którzy pokazują odpis listu Najprzewielebniejszego Księcia – Biskupa, polecającego duchowieństwu wybór księcia na Ujaździe. Zuchwalcy tak daleko się ośmielili, że sfałszowany list wymyślili, aby uwieść łatwowiernych;
z najpewniejszégo źródła mogę was zapewnić, że to jest podrabiany list, którego nigdy nasz Arcypasterz nie pisał. Zwodziciele przedstawiają ludowi, że ewanielicki książę na Koszentynie i Ujazdzie wiernie nas będzie zastępował, ponieważ dotąd katolików nie krzywdził. Czyliż już to koń
dobry dla gospodarza dlatego, że nie kopie i nie gryzie! – mnie się zdaje, że kupujący konia szuka innych przymiotów. Wiarusy powiatu Gliwickiego i Lublinickiego, nie dajcież się zbałamucić,
lecz odpędźcie zwodzicieli, a choćby byli i nauczycielami albo nawet książmi. Komitet katolicki polecił wam za posła radcę ministeryalnego, Dr. Kraetzig, który dotąd był najwierniejszym obrońcą praw katolickich i którego nietylko kocha Najprzewielebniejszy Książę – Biskup, lecz także poważa Najj. Cesarz Król. Lepszego na całym świecie nie znajdziecie zastępcy. Chytrość przeciwników i tu bałamuci, roznosząc wieści, że Dr. Kraetzig będzie obrany w powiecie Münsterbergskim. Nie słuchajcie na fałszywych proroków, lecz jednozgodnie obierajcie Doktora Kraetzig, a nie inszego.
F.G. w imieniu wiele wiarusów. (Przypisek Redakcyi) Smutne z powiatu Gliwicko – Lublinieckiego
dochodzą nas wieści. Wiarusy dwóch parafij uskarżali się przed nami, że ich proboszcze namawiali do wyboru księcia koszencińskiego, oświadczając, że się im wybór innowiercy w dzisiejszych tak przykrych czasach w głowie pomieścić nie może. Opowiadali nam także o łaskach, podarunkach i lepszych posadach, które po ostatnich wyborach tegoż księcia na pewnych podchlebiaczy spływały. Niemożemy uwierzyć, żeby nawet księża dla doczesnych widoków kojarzyli się z liberalistami, i dlatego dziś nie oznajmiamy ani parafij ani osób, spodziewając się, że sprawa wyborów pomyślny koniec weźmie. Jednak jeżeliby,czego zachowaj Boże, niektórzy katolicy któregobądź stanu względem wyborów się przeniewierzyli, ogłoszę ich nazwiska w „Katoliku” bez względu na osobę i dostojeństwo. Mogę wam zaręczyć, że Przewielebni Duszpasterze w Poniszowicach, Toszku, Lublińcu, Pyskowicach, Gliwicach, Sobieszowicach, Kochanowicach, Pawonkowie, Wiśnicy, Lubszy, Sodowie, Wielowsi (Langendorf), w Gierałtowicach, Ostropie, Przyszowicach, Łabędach, Lubecku, Dobrodzieniu, Sierotach, Ziemięcicach, Kopcu, Kamieniu i w Koszencinie wiernie popierają wybór Dra. Kraetzig’a.
Wiarusy! – wzywam was do jedności! – za pomocą Bożą zwycięztwo nasze!
Rok 1871, Nr 36: Z Lublinca. Wiadomo w powiatach Gliwickim i Lublinickim jakiemi środkami przeprowadzono wybór księcia Koszencińskiego. Książe ten najpierw żądał od Najprzewielebniejszego Księcia – Biskupa aby rozkazał duchowieństwu, żeby tylko jego wybór popierali, na co Książe – Biskup odpowiedział, że tego uczynić nie może, ponieważ wolności duchowieństwa krępować nie chce. Kiedy się nie udało użyć biskupa, chwicili się innych środków, mianowicie rozdawano gorzałkę, piwo, cygary itd., i mówią ludzie, że wybór księcia na posła kosztował kilku tysięcy talarów. Narzekaliśmy na zgwałcenie naszych wyborów, i ubolewaliśmy nad
wiarusami, którzy przez gorzałkę i inne pokuszenia dali się uwieść do głosowania przeciw swemu sumieniu, lecz nigdy nie przypuszczalibyśmy, żeby królewska rejencya mieszała się do spraw wyborczych, które podług ustaw krajowych mają być wolnemi, aż tu niespodziewanie powiatowy
inspektor szkół, ks. Konsalik w Pawonkowie od królewskiej rejencyi otrzymał urzędowe pismo, którego treść podajemy do wiadomości: Reskrypt ubolewa nad tém, że wiele księży nadzorców szkolnych brało żywy udział w agitacjach przedwyborczych, że nietylko rozdawali kartki, lecz
nadto przyczyniali się do wydawania i rozszerzenia odezw przedwyborczych, jako też księża używali nauczycieli do tychże agitacyj. Przy czynności téj używano wyrazow które zaufanie wieśniaków do
zwierzchności i do rządy osłabić miały. Także po wyborach po największéj części za pomocą nauczycieli, niektórzy księża, osobliwie proboszcze: ks. Tschirner w Sodowie, ks. Hermierż
w Lubecku, ks. Eisenecker w Boronowie, ks. Filistyn w Sierakowie spisywali protokoły o nieporządkach, zaszłych przy wyborach. Takie czynności (podług mniemiania rejencyi. Przypis Redakcyi) nie należą do duchowieństwa i dlatego zasłużyły na naszą naganę, a tem więcéj,
ponieważ wyznania przesłuchanych świadków nie sprawdziły wszystkie oskarzenia. (Więc niektóre oskarzenie przecieź sprawdzily! (Przypis Redakcyi). Osobliwie konstatujemy, że fałszowanie wyborów, o których ks. Tschrirner doniósł, wcale nie zostały dowiedzione. Musimy żałować i potępiać takie postępowanie szkolnych urzędników, i podajemy Wmu księdzu do wiadomości, że wyborcze agitacye bynajmnij nie zgadzają się u służbą szkolną, i że na przyszłość oczekujemy stanowczo, że nadzorcy szkoły (księża Przyp. Redakcyi) i nauczyciele nie dopuszczą do agitacyj przy wyborach. Spodziewamy się, że Wy. ks. inspektór szkół, o tém pouczysz urzędników szkół, abyśmy nie mieli powodu z karami
dyscyplinarnemi wystąpić przeciw urzędnikom szkół, nad czym byśmy tém więcéj ubolewali względem nauczycieli, gdy ci przez swych przełożonych do agitacyj uwiedzyni byli. Do dni 14 oczekujemy sprawozdania o tém, że treść naszego rozporządzenia doszła do wiadomości nadzorców szkół i nauczycieli. Opole, 3 Lipca 1871, Królewska Rejencya v. Eienhorn. Do powiatowego inpsektóra szkół i proboszcza, Wielebnego ks. Konsalika w Pawonkowie.
Rok 1876, Nr 4: Od Lublińca. Wybory do „reichstagu” wypadły tym razem w Lublinieckim powiecie bardzo pomyślnie. Oprócz miasta Lublińca, gdzie się katolicy niesłychaną wytrwałością odznaczają – na całym Górnym Szlązku nie znajdzie się już w jednym względzie podobnego miasta – otrzymał nasz kandydat, pan baron Szalsza z Frohnau, we większej części okręgów wyborczych po dwie trzecie części głosów. Nawet we wsiach, gdzie dotąd wszelkie usiłowania dla osiągnięcia dobrych wyborów, bądź z braku oświaty, bądź z bojaźni przed groźbami małych i wielkich panów i ich
służalców były daremne, gdzie nawet jeszcze do ostatniego sejmu pruskiego (landtagu) nie było można ani jednego walmana obrać, udało się 10 stycznia po więcej jak dwie trzecie części głosów na naszego kandydata. Można by kilka wsi wyliczyć, w których przy ostatnich wyborach niespodziewana gorliwość katolickich wyborców się pokazała. Mogłoby miasto powiatowe nie jedną wioskę wziąć za wzór, co się tyczy odwagi i katolickiej gorliwości. Kiedyż to będzie lepiej? Zda się, że prędzej, aż mieszczanie, szczególniej katoliccy, więcej jak dotąd postarają się o oświatę. Bo można powiedzieć, że w żadnym mieście nie czytano tak mało gazet jak w Lublińcu. A jeżeli czyta mieszczanin jaką gazetę, to z pewnością liberalną, nad którą się gniewa przy czytaniu, że jego kościół i wiarę ustawicznemi potwarzami i urąganiami obrzuca. Niepojęta to rzecz, jak katolik po dziś dzień może jeszcze pieniądze wyrzucać na gazety, które mu zamiast posiłku duchowego
po ciężkiej pracy wieczorem dostarczyć, tylko zgorszenie sprawiają! Jak gdyby to nie było katolickich gazet w dostatku. Precz więc z tą duchową trucizną; niechaj żaden nie oszczędza grosza na gazety katolickie. Publikujemy teraz niektóre wypadki, które się tu przy ostatnich wyborach zdarzyły, częścią śmieszne i zabawne, a częścią zaś bardzo poważne. W pewnej wsi (Małe Zagłowniki) zgromadzają się chłopi przed szkołą, gdzie się wybory mają odbyć. Gdy już ich liczna gromadka była, wychodzi
do nich krótko przed 10 godziną p nauczyciel i tak się odzywa: „Dobrze żeście tak wcześnie i licznie przyszli, ale przychodźcie też czem prędzej po kartki, bo już czas.” Lecz chłopi milczą i nie ruszają się z miejsca. Wtedy znowu p nauczyciel do nich: „Chodźcie, chodźcie, bo bez kartek nie możecie obierać.” Na to odzywają się chłopi: „My już mamy kartki”. „Ach tak, mówi teraz p nauczyciel, to może te czarne, no dobrze, jak mi przyjdziecie z prośbą cobym wam jakie pismo pisał, to was też potem poślę do tych „czarnych”, od których kartki macie.” lecz „mądry” nauczyciel nie trafił na głupich. „Wiedzą co, tak się teraz jeden z chłopów do niego odzywa, kiedy oni nam co piszą, to im musimy za to zapłacić, za darmo nic nie robią; a dalej, wiedzą co, p n, że są to wolne wybory i że my ich za te groźby możemy podać do prokuratora?” Tu „mądry” nauczyciel nauczony od prostego chłopa, stał jak zimną wodą oblany i ledwo się na tę odpowiedź zdobył: „No, no, nie bądźcie takim grubianem, bom to jeno żartował.” Na innem miejscu zaś (W Łagiewniki) idą chłopi do wyborów i napotykają przed salą wyborczą znajomego im żydka z kartkami przeciwnemi. Żyd cieszy się, że zaś „gescheft” z kartkami zrobi, jak przed trzema laty. Ale chłopi zaczynają się do niego naśmiewać: „A co tam na sprzedaj?” „No cóż? Kartki,” mówi ten i kłania się chłopom, „cóż mogę za to, muszę
słuchać tego, z kogo żyję.” Chłopi: „Schowajcie sobie dzisiaj wasz towar, ten gescheft już nie idzie.”
Rok 1874. Nr 41: Z pod Woźnik odbieramy wiadomości po 8śmiu tygodniach, z wyborów do parlamentu, następującej treści. Nauczyciel pewnéj wioski podczas ostatnich wyborów z całą swą energią wystąpił przeciw nam, popierając kandydata liberalnego. Takaż czynna agitacya jest kary godną, co go także i spotkało. W dzień wyborczy zaprowadzał sąsiadów za rękę do urny, wciskając im kartki liberalne, innych częstował śniadaniem, drugim odgrażał wypędzeniem z roboty, daléj
sługom dworskim zakazywał bez inspektora kartki oddawać, i z lokalu wyborczego ich wydalał, na innego zaś zaniósł skargę inspektorowi, że oddał kartkę ultramońtańską, którego zaraz inspektor ze służby dworskiéj wypędził. Słuszna też kara go spotkała za jego gorącą pracę. Otóż słuchajcie! W gminie są dwie klasy szkolne, a ponieważ 2gi nauczyciel opuścił nas, ów gorliwiec uczył w obóch klasach, pobierając pensye za dwóch nauczycieli. Naraz została mu za drugiego nauczyciela pensya zatrzymana, cóż robi? Udał się z prośbą do inspektora szkół, lecz odmowną odpowiedź otrzymał.
Po tak hojnéj nagrodzie, spodziewamy się na przyszły raz, że wejrzy w siebie i nawróci się, bo powinien wiedzieć, że łaska pańska często na pstrym koniu jeździ. (Inny raz nie przyjmiemy tak staréj korespondencji. Red.) Wiarus
A teraz kilka wyjaśnień dla Państwa, bo w Gniewie Pani Justyna tego wyraźnie nie zanaczyła, a to może wprowadzać dysonans poznawczy. Pruska ordynacja wyborcza różniła się w kilku punktach od naszej.
Po pierwsze: karty wyborcze można było sobie przynieść ze sobą - nie były stemplowane. Dlatego bardzo często drukowały je gazety, można je było sobie wyciąć i wziąść do głosowania. To co było stemplowane to koperty, do których wkładano te karty i później wrzucano je do urn. Komisja wyborcza miała niby obowiązek posiadania odpowiednich ilości kart do głosowania, ale zazwyczaj drukowano karty w taki sposób, aby wygrał ten, kto miał wygrać.
Po drugie: Na karcie było tylko jedno nazwisko - tego, na kogo się głosowało.
Po trzecie: Tajne i bezpośrednie głosowania były tylko do Sejmu Rzeszy i później w Plebiscytach. Do sejmu pruskiego, kreistagów czy rad gminnych czy miejskich obowiązała ordynacja kurialna i cenzus majątkowy. W przypadku wyborów samorządowych wyglądało to w ten sposób, że gmina była podzielona na 3 kurie o takiej samej liczbie miejsc, w zależności od wysokości płaconych podatków. Z czynnego udziału w wyborach byli wykluczeni pracownicy pobierający pensję z gminy (nauczyciel, pisarz gminny, itd). W przypadku wyborów do kreistagu (sejmik powiatowy) wyborów dokonywały rady gmin w liczbie odpowiadającej ilości mieszkańców. W przypadku zaś wyborów do sejmu pruskiego na zebraniach otwartych wybierano "walmanów", którzy dopiero mieli prawo głosu na zjeździe całej prowincji. To było coś w rodzaju systemu elektorskiego.
tagi: wybory prusy agitacja
|
|
Pioter |
| 28 maja 2025 09:39 |
Komentarze:
|
|
Henry @Pioter |
| 28 maja 2025 10:54 |
"nie dajcież się zbałamucić"

aktualne i dzisiaj ;-)