Mocarny Starkater
Cała jedna księga Gesta Danorum poświęcona jest pewnemu Szwedowi - Starkaterowi, zamiast któremuś z przedstawicieli duńskiej dynastii. Takie założenie może wydawać się dość nietypowe, jeśli nie uzmysłowimy sobie, że właśnie on był wychowacą syna Frothona IV - Ingella. I to wychowacą, który poniósł porażkę, bo zamiast zaszczepić w Ingellu szlachetne cechy człowieka północy, pozwolił aby ten się całkowicie zdegradował.
Saxo w taki sposób opisuje króla Ingella: Był daleki od dobroci i sprawiedliwości, przedkładał wady nad zalety,poluzował hamulce powściągliwości, zaniedbywał królewskie obowiązki, stając się podłym niewolnikiem rozkoszy.
Ta surowa ocena wynikała z tego, że Ignell poniechał zemsty za śmierć swego ojca, a nawet poślubił siostrę jego zabójców. Z naszego punktu widzenia powiedzielibyśmy, że ratował własną skórę sojuszem z Norwegami, a że przy tym w końcu zapragnął trochę bardziej luksusowego życia (czyli wyściełanych krzeseł i lepszego jadła) obraził tym śmiertelnie uczucia Starkatera, więc ten wyjechał bez słowa do domu. Gdy jednak dowiedział, że siostra króla Danii zakochała się w pewnym złotniku, powrócił i zabił zalotnika, po czym doprowadził do jej małżeństwa z Helgonem.
Starkater miał dość ciekawą osobowość. Gdy był ciężko ranny po pojedynku z dziewięcioma przeciwnikami, odrzucał kolejno pomoc kobiety (bo była niewolnicą), niewolnika, czy nawet robotnika najemnego (bo nie miał żadnego majątku). Przyjął dopiero pomoc syna chłopa, bo ten, mając jakiś majątek własny, był w jego mniemamiu równy szlachcie. Dopiero jemu pozwolił się opatrzeć i odwieść na wozie do miasta. Oczywiście to opowieść Saxo, bo mogło przecież chodzić o trzeźwą ocenę rannego wojaka, że ten chłop dysponował wozem, na którym mógł go odwieść do miasta, a droga piesza, pomimo opatrzenia ran, byłaby dla niego dość trudna do pokonania.
Dość ciekawie też podchodził do zawodów sportowych. Wyzwany kiedyś na pojedynek zapaśniczy poszedł na niego z szablą, którą zabił przeciwnika. Takie zapasy mu się nawet spodobały i zaczął swoją karierę objazdową. Między innymi pokonał niejakiego Wizyna, Rusa mieszkającego w twierdzy Anafial, która znajdowała się gdzieś za Sambią. Co ciekawsze właśnie taką nazwę (Anafielas) noszą litewskie zaświaty - czyli ten Wizyn był łowcą niewolników pochodzących z krajów Estów.
Później udał się do Bizancjum (tak pisze Saxo), ale pewnie chodziło o Kercz, czyli o siedzibę ówczesnego Olimpu, gdzie pokonał niejakiego Tanna. Jego występ zrobił tak wielkie wrażenie na Asgardczykach, że nordyckie sagi opisują Starkatera jako ośmioramiennego giganta, z którym bał się walczyć nawet sam Thor, a Odyn, pomimo życzenia mu szybkiej śmierci, zadowolił się wyłącznie oczernianiem reputacji Starkatera, że niby uprowadził i uwiódł pewną elfią księżniczkę, która później popełniła samobójstwo.
Starkater zawitał również do naszego kraju, o czym Saxo pisze w taki sposób: A ponieważ nawet nieszczęście nie mogło pozbawić go zwycięstwa, Starkater wyzwał w Polsce na pojedynek i pokonał atletę, którego nasz lud nazywa Wasce, a Teutończycy, którzy używają innej pisowni, Wilze. Trudno powiedzieć o kogo dokładnie mogło chodzić, ale na pograniczu Meklemburgii i Pomorza kilkaset lat później pojawia się lud zwany przez Sasów Wilzen (Wieleci). Być może pochodzących od tego legendarnego wandalskiego siłacza.
Kolejnym atletą do pokonania był niejaki Hamo, najęty przez Sasów (czyli wówczas Nordalbingów), za ktorego pokonanie Starkater otrzymał aż sześćdziesięciu niewolników oraz ziemię. Wzgardził tym jednak i odsunął się od Danii na dłuższy czas. Gdy po kilku latach powrócił na duński dwór nie poznał go już: Widząc, że starożytne zwyczaje powściągliwości i wszystkie inne przyzwyczajenia były całkowicie zepsute przez obecny luksus i brak brak dyscypliny, Starkater wziął sobie zwykłe jedzenie, pogardzając daniem bardziej wytrawnym. Następnie potępił zbyt wielkie zamiłowanie do jedzenia, zapokoił głód pożywieniem, które pachniało dymem i nieco śmierdziało, ale które było dla niego najlepsze, ponieważ całkowicie proste. Nie chciał tracić wigoru przez słodki i fałszywy smak tych delicji i zrazić poczucie skromności, czyniąc z posiłku pewnego rodzaju obrzęd. Oprócz tego oburzał się marnotrawieniem dań, które można było ponownie odgrzać i podać na kolację, a dnia, które kucharz poddawał różnym obróbkom, właściwym dla swego rzemiosła, uważał za bezużyteczne. Natomiast Ingell porzucił zwyczaje przodków i zmienił ponad normę sposób jedzenia, czyniąc go niezgodnym z lokalną tradycją. Naśladował sposób teutoński i nie wstydził się iść za przykładem ich zniewieściałych obyczajów. Niemało pożywienia, które kończyło w naszych ustach, przywożono na stakach od tego ludu. To stamtąd przychodziły do nas bogatsze stoły, bardziej wyszukana kuchnia, różnorodne funkcje kucharzy inne mało slachetne rzeczy. Stamta też przyszły złe przyzwyczajenia, które wyparły nasze. W ten sposob kraj, który ze swej istoty był krajem umiaru, szedł śladem nieumiarkowania sąsiadów. Ingell stał się więźniem tych rozkoszy [..]
W tym miejscu zakończmy te opowieść o idelanym wojowniku północy. Popatrzmy jednak na coś innego. Saxo użył wprawdzie nazwy Teutonia, na określenie miejsca, z którego Ingell importował luksusowe potrawy, ale chodzi tu o Wandalów. Tak więc w II w naszej ery z Wandalii do Danii eksportowano luksusowe przyprawy, zastawę stołową, a nawet kucharzy. Wszystko dlatego, że tamtejszmu królowi przejadły się już wędzone mięsiwa.
Ciekawe co otrzymywano w zamian, bo o tym Gesta Danorum akurat nie opowiada.
tagi: dania antyk wandalowie asgard
|
|
Pioter |
| 9 listopada 2025 11:14 |
Komentarze:
|
|
gabriel-maciejewski @Pioter |
| 9 listopada 2025 11:41 |
Wyroby ze złota, to oczywiste, ten złotnik, przy królewskiej siostrze nie jest przypadkiem
|
|
Pioter @gabriel-maciejewski 9 listopada 2025 11:41 |
| 9 listopada 2025 12:26 |
Chyba masz rację. A złota Dania miała pod dostatkiem z kontroli cieśnin.
|
|
Magazynier @Pioter 9 listopada 2025 12:26 |
| 9 listopada 2025 18:48 |
... i z kredytów kruszcowych.