-

Pioter : Ich bin ein Schlesier.

Hendrik Witbooi czyli powrót Niemiec do Namibii

Hendrik Witbooi (a właściwie !Nanseb !Gabemab) urodził się w roku 1830 w Pela w brytyjskiej Kolonii Przylądkowej. Jednak jeszcze w jego młodości jego plemię, zwane Khoikhoi, zostało wysiedlone przez brytyjczyków na północ (przewiezione w całości około 160 km) do granic Oranji, skąd dalej ruszyło w kierunku ziem zajmowanych przez lud Hererów, dopiero co pokonany w wojnach przez Niemców.

Widząc nowe zagrożenie oraz korzystając z zawartych traktatów pokojowych Hererowie poprosili niemieckiego gubernatora o pomoc w odparciu najeźdzców. 12 kwietnia 1893 roku oddział niemiecki pod dowódctwem Cutra von Francois zaatakował plemię Khoikhoi pod Hornkranz, które w wyniku bitwy zostało rozproszone. Wódz Heindrik (podpisujący się jako król Wielkiego Namaqualandu) rozpoczął wtedy wojnę partyzancką, ale rok później został wytropiony i zmuszony do podpisania kapitulacji oraz przyjęcia niemieckiej ochrony, a także, co najwazniejsze, do powrotu do własnego pierwotnego terytorium osadniczego w okolicy Gibeonu.

W styczniu 1904 roku rozpoczęło się powstanie Hererów skierowane przeciw wszystkim białym oraz ich afrykańskim pomocnikom. Oficjalnym powodem wybuchu powstania było złe traktowanie ludu Herrerów przez osadników, które miało polegać na nie zniesieniu kary chłosty w kolonii (o zniesienie której zabiegały zresztą władze kolonialne w Berlinie), udzielaniu pożyczek pod zastaw bydła i ziemi przez niemieckich kupców oraz działalności Reńskiego Towarzystwa Misyjnego. Przywódcy powstania, wodzowie Hererów Samuel Maharero oraz Daniel Kariko, przysięgli oszczędzić kobiety, dzieci oraz misjonarzy. Mężczyźni jednak zabijani byli na miejscu. Początkowo atakowano wyłącznie farmy, później przyszedł czas na magazyny handlowe oraz linię kolejową. Łączne siły Herrerów stanowiły 10 tys ludzi, a w tym czasie całe niemieckie siły wojskowe stacjonujące w Namibii liczyły 30 oficerów oraz 648 ludzi, którzy w tym czasie tłumili powstanie Bondelswartów na południu kolonii. Wobec tego gubernator Niemieckiej Afryki Południowo Zachodniej zwrócił się do wodza plemienia Nama Heindrika Witboois o pomoc w ochronie niemieckich osadników. Na szybko zmontowano również prowizoryczny pociąg pancerny, który posłużył do ewakuacji części ludności do Swakopmund.

21 stycznia rząd cesarski nakazał dwom batalionom morskim, w sile 500 ludzi i dwa karabiny maszynowe, wyruszyć do kolonii i stłumić powstanie. Dowódctwo nad nimi (oraz oddziałami sprzymierzonymi) objął generał von Trotha. Do decydującej bitwy doszło pod Waterberg 11 sierpnia 1904, w bitwie tej Hererowie zostali pononani i rozproszeni, jednak wojna się jeszcze nie zakończyła. Ponieważ walki partyzanckie nadal trwały generał von Trotha postanowił zmotywować siły sojusznicze do większego wysiłku i 2 października wydał odezwę do ludu Herero, brzmiącą (w tłumaczeniu) następująco:

Ja, wielki generał żołnierzy niemieckich, wysyłam ten list do ludu Herero. Herero nie są już niemieckimi poddanymi. Zamordowali i ukradli, odcięli rannym żołnierzom, uszy, nosy i inne części ciała, a teraz nie chcą już walczyć z tchórzostwa. Mówię ludziom: Każdy, kto dostarczy jednego z wodzów Herero na jedno z moich stanowisk jako więźnia, otrzyma 1000 marek, kto przyniesie Samuela Maharero, otrzyma 5000 marek. Jednak lud Herero musi opuścić kraj. Jeśli ludzie tego nie zrobią, wymuszę to za pomocą Groot Tube. W obrębie niemieckiej granicy każdy Herero zostaje postrzelony z karabinem lub bez, z bydłem lub bez, nie biorę więcej kobiet i dzieci, nie odpędzam ich do swoich ludzi ani nie pozwalam im strzelać do nich. To są moje słowa do ludzi z Herero. Wielki generał potężnego cesarza niemieckiego.

Późniejsza propaganda odezwę tę nazwała nakazem eksterminacji, choć von Trotha chciał wyłącznie wypędzić, pod groźbą karabinów wprawdzie, wszystkich Herero z Namibii.

8 grudnia cesarz Wilhelm ogłosił amnestię dla tych Herero, ktorzy nie brali udziału w wojnie, ale równocześnie von Trotha prowadził kampanię wojenną w celu wysiedlenia Hererów na wschód (do dzisiejszej Botswany).

3 października 1904 roku, dzień po odezwie wydanej przez von Trotha, Hendrik Witbooi, do tej pory sojusznik Niemiec w walce z Hererami, postanowił wypowiedzieć wojnę Niemcom. Hotentotowie (jak jego plemię zaczęto nazywać) rozpoczęli mordy i grabieże na terenach dotychczas nieobjętych wojną. Ci z nich, którzy pozostali przy boku Niemiec zostali natychmiast rozbrojeni i przeniesieni do Togo i Kamerunu. Pozostałych generał von Trotha wezwał do poddania się (w podobnym tonie jak wcześniej Hererów), wyznaczając nagrodę za dostarczenie wodzów oraz obiecując amnestię w przypadku złożenia broni.

Henrik Witbooi zginął w bitwie pod Fahlgras 29 października 1905 roku. Jego śmierć wygasiła powstanie Hotentotów już w styczniu 1906. Jednak w kolonii nadal tliło się powstanie Bondelswartów, prowadzone już wyłącznie z terytorium brytyjskiej Kolonii Przylądkowej.

Niemcy wygrali wojnę z tubylcami w Namibii, jednak wojna ta została przegrana przez Niemców w sposob propagandowy (tak samo jak później Amerykanie propagandowo przegrali wojnę w Wietnamie). Wojsko niemieckie (którego tam zresztą nie było) zostało oskarżone o eksterminację ludności, a obozy koncentracyjne założone dla Hererów i Hotetotów zostały wykorzystane jako przykład ludobójstwa.

Z chwilą zajęcia przez Anglię Namibii opublikowano w Londynie Raport o tubylcach Afryki Południowo - Zachodniej i ich traktowaniu przez Niemcy. Niemcy jednak jeszcze tego samego roku odpowiedzi własnym raportem pod tytułem Traktowanie rdzennej ludności w kolonialnych posiadłościach Niemiec i Anglii. Odpowiedź na angielską niebieską księgę z sierpnia 1918 [Die Behandlung der einheimischen Bevölkerung in den kolonialen Besitzungen Deutschlands und Englands. Eine Erwiderung auf das englische Blaubuch vom August 1918: Report on the natives of South-West Africa and their treatment by Germany]. Niestety do obiegu popularnego tekst niemieckiego raportu się nie przedostał. Być może dlatego, że został przygotowany w języku niemieckim.

W 1993 roku - 3 lata po ogłoszeniu niepodległości przez Namibię - na wszystkie banknoty tego kraju trafił Hendrik Witbooi. W tym samym roku Namibia rozpoczęła procedury mające wymusić przed trybunałem w Hadze bądź amerykańskimi sądami odszkodowania za ludobójstwo Hererów i Hotentotów, które wyceniono na 2 mld dolarów. Wszystkie pozwy zostały odrzucone (ostatni w marcu 2019).

Jedyne co udało się Namibijczykom uzyskać to przeprosiny spadkobierców generała von Trotha oraz zwrot czaszek będących w zbiorach muzealnych czy uniwersyteckich zidentyfikowanych jako należących do ludów Hererów czy Hotetotów. Niemcy uznali również działania wojenne w Namibii w latach 1905-1908 jako zbrodnie wojenne, z zastrzeżeniem, że konwecja ONZ o ludobójstwie nie ma zastosowania z mocą wsteczną.

28 lutego 2019 w ramach gestu dobrej woli Linden-Museum w Stutgarcie przekazało do Namibii rodzinną Biblię z odręcznymi notatkami należącą do Witbooia oraz  należący do niego bat.



tagi: niemcy  banknoty  namibia 

Pioter
28 kwietnia 2019 22:45
9     613    6 zaloguj sie by polubić
komentarze:
gabriel-maciejewski @Pioter
29 kwietnia 2019 12:16

Niemcy zawsze przegrywają propagandowo, a potem po cichu ktoś im mówi, że mogą sie odkuć w Polsce i nikt nie powie im za to złego słowa. Marzę, żeby ktoś wreszcie tę zależność zauważył

zaloguj się by móc komentować

Pioter @gabriel-maciejewski 29 kwietnia 2019 12:16
29 kwietnia 2019 12:59

Ta cała akcja z wojnami z Hererami i Hotentotami w Namibii wygląda na ustawkę brytyjską. Dzień po zwycięstwie otwierany jest drugi front, gdzieś daleko na zapleczu. Jedyny błąd, który zrobili, to wybór głównodowodzącego kampanią (choć może ktoś za odpowiednie sznurki pociągnął, bo nawet cesarz Wielhelm, ani kanclerz Büllow nie mógli go odwołać, a tylko tonowali jego wystąpienia). Rozkaz (fotka) widoczny powyżej, a opisywany jako jedyny zachowany egzemplarz i znajdujący się w muzeum w Botswanie, jest ewidentną angielską fałszywką, bowiem niemiecki generał nawet na dokumencie spisanym w języku afrykańskim alfabetem łacińskim (swoją drogą po co? - niemieccy podoficerowie tego nie byliby w stanie przeczytać - innego kształtu liter ich uczono w szkołach, a oni przekazywali treść Murzynom) podpisał się gotykiem (litera h ma zupełnie inny kształt).

W 1902 zakończyły się wojny burskie. W tym samym czasie brytyjczycy próbują wciągnąć Namibię w swoją strefę wpływów. Oficjalnie podaje się, że w 1908 w Namibii odkryto w okolicy Lüderitz diamenty. Diamenty, które leżą na piaskach pustynii. Jak to dziś opisuje jeden z turystów: Głównym magnesem dla turystów jest jednak Kolmanskop. Położone jakieś 10km w głąb pustyni, bez własnego źródła wody, istniało jedynie ze względu na diamenty leżące wprost na piasku! W Namibii bowiem nie trzeba wydzierać ich z głębi ziemi - zostały wypłukane przez rzeki z bogatych botswańskich złóż i teraz wystarczy pozbierać kamienie z pustyni bądź pobliskiego dna morza. Widać ktoś o tych diamentach wiedział już prędzej i dlatego starał się dać zajęcie niemieckim władzom kolonialnym gdzieś indziej.

A odbić się propagandowo w Polsce (mamy rok 1918/19) Niemcy nie miały jak. Nawet 20 lat później propagandowo raczej się nie odbiły.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @Pioter
30 kwietnia 2019 18:43

"Pod koniec XX w. południowoafrykańska firma De Beers kontrolowała ponad 90% światowego hurtowego rynku diamentów. Niecałe dwie dekady później ich udział w rynku spadł do 30%, a holding w skład którego wchodzą zanotował ponad 5,5 mld dolarów strat w 2015 r.

Diament to nic innego jak bryłka węgla. Tego samego, jaki na tony wydobywają kopalnie na Górnym Śląsku. Tyle że ten węgiel zmienił swoją strukturę pod wpływem ciepła i temperatury panującego w jądrze ziemi. Środek naszej planety zawiera mnóstwo diamentów. My jednak mamy dostęp tylko do tych, które zostały wyrzucone na powierzchnię w specyficznych kominach wygasłych wulkanów, zwanych kominami kimberlitowymi.
Od wieków efektowne, skrzące się kamienie stanowiły obiekt pożądania zamożnych osób z całego świata. Przez niemal 100 lat całym światowym rynkiem diamentowym kierowała firma De Beers, założona przez handlarza pompami.

Diamentowa gorączka w RPA

W 1869 r. pasterz z południowoafrykańskiego ludu Griqua znalazł 83,5 karatowy diament. Sprzedał go za 500 owiec, 10 krów i konia. Gwiazdę Afryki Południowej możemy dziś oglądać w londyńskim Muzeum Historii Naturalnej, a odkrycie wywołało wybuch diamentowej gorączki. Z całego świata do Południowej Afryki ciągnęli poszukiwacze.

Jedną z osób, które zarabiały na gorączce złota był młody emigrant z Anglii, Cecil Rhodes. Sprzedawał górnikom lód na ochłodę, potem wynajmował im pompy wodne. Wkrótce zaczął skupować prawa do kolejnych działek diamentonośnych. Jednym z jego najważniejszych celów były dwie kopalnie znajdujące się na terenie dawnej farmy braci De Beers. Jedna przeszła do historii jako Kopalnia De Beers, druga jako Kopalnia Kimberley lub "Big Hole" ("Wielka Dziura").

Rhodes szybko przejął Kopalnię De Beers, która dała nazwę całej firmie. Z Kopalnią Kimberley miał większy problem. Tym problemem był jego konkurent Barney Barnato, który również skupował diamentowe działki. Barnato i Rhodes prywatnie się znali i lubili, ale w biznesie nie było sentymentów. Podczas rywalizacji zalali rynek kamieniami, co doprowadziło do gwałtownego spadku cen, a obu rywali na skraj wyczerpania finansowego.

W efekcie w 1888 r. postanowili połączyć siły i stworzyli potężną firmę, która właściwie zmonopolizowała światowe wydobycie diamentów. W 1889 r. Rhodes zawarł układ z Londyńskim Syndykatem Diamentowym, założonym przez dziesięciu zamożnych kupców. Co roku mieli kupować określoną z góry ilość diamentów za z góry określoną cenę. Porozumienie wielokrotnie się zmieniało, ale jego duch pozostał aktualny niemal 100 lat. Pozwoliło na zrównoważenie popytu z podażą i zamrożenie cen na satysfakcjonującym poziomie.

Wejście Oppenheimera

Zagrożenie dla De Beers przyszło ze strony niemieckiego kupca żydowskiego pochodzenia, Ernesta Oppenheimera. W pierwszej dekadzie XX w. zaczął on skupować poza kanałami De Beers diamenty pochodzące z Niemieckiej Afryki Zachodniej (Namibii) oraz Transwalu, gdzie odkryto największy diament w historii, słynnego Cullinana.

W 1917 r. Oppenheimer założył istniejącą do dziś Anglo American Company, zajmującą się szeroko rozumianym wydobyciem. W 1926 r. wykupił z rąk spadkobierców Rhodesa De Beers, a trzy lata później stanął na czele firmy. Oppenheimer i jego spadkobiercy kierowali De Beers aż do 2011 r.
Lata 30-te XX w. to umacnianie przez Oppenheimera monopolu na światowym rynku diamentowym. Zdołał stworzyć kartel o nazwie Central Selling Organization (Centralna Organizacja Sprzedaży). Za jego pośrednictwem diamenty na rynek hurtowy wprowadzał De Beers, ale również wielu innych, mniejszych dostawców. Oppenheimer zdołał przekonać do dołączenia do kartelu nawet kopalnie sowieckie.

Tym samym De Beers znów kontrolowało niemal cały rynek hurtowy. Jeśli ktoś chciał robić diamentową biżuterię albo potrzebował diamentów do celów przemysłowych (np. do wierteł), musiał robić interesy z Oppenheimerem.

W swojej książce "Diamenty" dziennikarz Matthew Hart opisuje praktyki De Beers na rynku hurtowym. Kilka razy w roku sprzedawali oni towar w Londynie. Zaproszenie dostawali tylko wybrani. Otrzymywali pakiety zawierające zarówno ciekawe, przydatne diamenty, jak i kamienie, których De Beers chcieli się pozbyć, np. ze skazami. Przedstawiciel kartelu podawał cenę. Nie podlegała ona negocjacjom. Odmowa oznaczała brak zaproszenia na kolejne zakupy.

De Beers nie zaszkodziły dwie wojny burskie, dwie wojny światowe, niepodległość RPA, wzrost i upadek apartheidu. Wydawało się, że gigant jest nie do ruszenia. Jednak na przełomie tysiącleci na firmę spadło kilka ciosów.

Kryzys w De Beers

Pod koniec XX w. geolodzy zauważyli, że diamenty występują w specyficznych regionach. Zidentyfikowali kominy kimberlitowe i rozpoczęli ich poszukiwania na innych kontynentach. Wkrótce na rynek popłynęły diamenty z Kanady i Australii. Nowi gracze nie zamierzali podporządkowywać się De Beers. Korporacja zdołała wykupić część nowych firm i kopalń, jednak w monopolu został uczyniony wyłom, którego nie sposób było załatać.
Pod koniec XIX w. Cecil Rhodes mówił na spotkaniu z akcjonariuszami: "jedynym ryzykiem [dla De Beers - przyp. KK] jest nagłe odkrycie nowych kopalń, które ludzie, w zgodzie ze swą naturą, będą lekkomyślnie eksploatowali na szkodę nam wszystkim". Jego przewidywania stały się faktem po 100 latach.

Drugim problemem stały się "krwawe diamenty". Jak większość wielkich korporacji De Beers niespecjalnie przejmowali się standardami etycznymi. Jednak pod koniec XX w. opinia publiczna bogatych krajów zachodnich zaczęła zwracać uwagę na problem diamentów wojny. Były to kamienie pochodzące z krajów afrykańskich ogarniętych krwawymi konfliktami. Trafiały na rynek za pośrednictwem De Beers, a zyski z tego handlu pozwalały lokalnym watażkom na kupowanie broni i podsycały krwawe rzezie. Znakomicie pokazuje to film "Krwawy diament" z Leonardo DiCaprio w roli głównej.

Podejrzenia dotyczące pochodzenia afrykańskich diamentów dodatkowo napędzały popyt na nowe kamienie z Australii i Kanady. W 1999 r. De Beers ogłosili, że przestają skupować diamenty spoza własnych kopalń. Jednocześnie wzięli aktywny udział w opracowywaniu Procesu Kimberley, międzynarodowego porozumienia, które ma gwarantować, że diamenty na rynku są "czyste".

Proces Kimberley działa od 2003 r., jednak jest krytykowany przez wiele organizacji humanitarnych, które uważają, że to niewystarczające działania i nie gwarantują wyeliminowania "krwawych diamentów".

Trzeci cios De Beers zadała nauka. W laboratoriach uniwersytetów powstały sposoby na przemysłową produkcję sztucznych diamentów. Początkowo odbiegały one mocno jakością od naturalnych, a technologia była bardzo droga, jednak ich zaletą była gwarancja, że nie pochodzą z konfliktów.
Z roku na rok sztuczne diamenty stają się lepsze jakościowo. Technologia jest ulepszana i jej koszty spadają, choć wciąż naturalne wydobycie jest bardziej opłacalne. Jednak, podobnie jak miało to miejsce z gazem i ropą z łupków, zwiększona opłacalność nakręca badania nad nowymi technologiami, co przyspiesza spadek cen produkcji. "The Economist" szacuje, że do 2050 r. sztuczne diamenty będą stanowiły połowę rynku.

De Beers dziś

Korporacja kontroluje obecnie ok. 30 % hurtowego rynku diamentów i wciąż pozostaje tam największym graczem, choć jej dawny kartel został kompletnie rozbity. 85% akcji De Beers należy do Anglo American, 15% do rządu Botswany. W 2011 r. ostatnie udziały sprzedali potomkowie Ernesta Oppenheimera.

Największym udziałowcem Anglo American jest Public Investment Corporation(PIC), firma za pomocą której rząd RPA kontroluje kluczowe firmy w kraju oraz inwestuje składki emerytalne. Coś w rodzaju państwowego super OFE. PIC kontroluje ponad 15% udziałów. Ok. 60% akcji krąży w wolnym obrocie na London Stock Exchenge, a pozostałe 25% posiadają w portfelach rozmaite fundusze inwestycyjne i emerytalne, głównie z krajów anglosaskich. Można więc uznać, że najwięcej do powiedzenia w De Beers ma rząd RPA.

Według danych firmy przychody z działalności De Beers w 2016 r. wyniosły $6,1 mld (28,5% przychodów Anglo American), a EBITDA (zysk przed potrąceniem podatków, odsetek od zobowiązań i amortyzacji) $1,4 mld (23%).

Nieco gorzej radzi sobie Anglo American, który poza De Beers zajmuje się wydobyciem miedzi, platyny, rudy żelaza, niklu i węgla. W 2015 r. firma ogłosiła, że w pierwszych dwóch kwartałach zanotowała $3 mld strat i musi zwolnić 53 tys. osób (ok. 35% zatrudnionych w firmie). W grudniu ogłosili, że zwolnią dalsze 85 tys. zatrudnionych górników z 135 tys. zatrudnianych przez firmę na całym świecie. W efekcie cena akcji runęła spadając o 12%, a giełda zawiesiła na jedną sesję notowania tym walorem.

W 2016 r. firma zaczęła wychodzić na prostą. Po stracie netto na poziomie $5,62 mld w 2015 r. Anglo American zaraportowała zysk netto w wysokości $1,59 mld za rok fiskalny 2016 oraz zmniejszenie zadłużenia o 34%. Był to pierwszy rok na plusie od pięciu lat. Przez ostatni rok cena akcji wzrosła o niemal 45%".

Całość przedruk za

https://goldenmark.com/pl/mysaver/de-beers/

zaloguj się by móc komentować

Pioter @tomciob 30 kwietnia 2019 18:43
30 kwietnia 2019 18:59

No proszę, Cecil Rhode znowu się pojawia. I tym razem nie jako kolejarz.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @tomciob 30 kwietnia 2019 18:43
30 kwietnia 2019 19:05

Przy czym książka przetłumaczona na język polski:

ma taką opinię, cytuję

"Sama książka zasługuje na znacznie wyższą ocenę niż 6/10, ale dwa duże minusy dla wydawnictwa - wydawanie literatury faktu sprzed 15 lat jest lekko niepoważne (Tak, oryginalna książka wyszła w 2001 r., o czym oczywiście w opisie ani słowa, sugeruje wręcz, że to coś aktualnego), a dodatkowo samo wydanie jest wyjątkowo niechlujne jak na książkę z ceną okładkową 69 zł (strony pozamieniane kolejnością, masa literówek czy wręcz pozostałości po redakcji)".

źródło opinii o książce

Czemu diamenty? Bo choć to być może nie one stały za niemieckim zainteresowaniem Afryką niemniej to one spowodowały silną ekspansję i zainteresowanie tym rejonem, i być może owe wojny opisane w notce wszystkich innych krajów zaangażowanych. Biznesu, rynku, sprzedaży nie sposób oddzielić od polityki zarówno tej globalnej, metanarodowej jak i tej państwowej. Na dodatek one się przenikają wzajemnie zarówno tu i teraz jak i kiedyś tam w historii i od tego przenikania ucieć nie sposób. Dobrze, że w tym przypadku nie musimy uciekać się do żadnych "spiskowych teorii dziejów" bo jak widać historia, ta oparta na diamentach, nie dość że jest jednak opisana to jeszcze została pokazana czy to w formie książki czy filmu. 

Pozdrawiam

zaloguj się by móc komentować

Pioter @tomciob 30 kwietnia 2019 19:05
30 kwietnia 2019 19:10

Niemcy byli tam wcześniej niż oficjalnie odkryto diamenty. Namibia była im potrzebna (podobnie jak Togo) jako przystań w drodze do Tanganiki i Chin, która pozwoli ominąć Kanał Sueski (w przypadku otwartego konfliktu z Anglią). Dlatego również kolonizowali całe wschodnie wybrzeże Afryki (Madagaskar, Somalię, Witu), choć później musieli się z tych zdobyczy wycofać.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @Pioter 30 kwietnia 2019 18:59
30 kwietnia 2019 19:10

No i ten Oppenheimer, niemiecki kupiec żydowskiego pochodzenia, który założył Anglo American Company. Tak czy siak Anglia jest i tu i tam.

zaloguj się by móc komentować

tomciob @Pioter 30 kwietnia 2019 19:10
30 kwietnia 2019 19:13

"Choć póżniej musieli się z tych zdobyczy wycofać" - dobre.

Będę się jednak trochę upierał. Jest to świetny przykład na przenikanie się dwu płaszczyzn. Międzynarodowej (metabiznesowej) i państwowej ze swoimi politykami, dążeniami i oczekiwaniami. Jak widać metapolityka (metabiznes) wygrywa w starciu z państwami.

zaloguj się by móc komentować

Pioter @tomciob 30 kwietnia 2019 19:13
30 kwietnia 2019 19:54

Do czasu odkrycia diamentów Namibia nie miała żadnej wartości dla Anglików. To duży kawał słabo zaludnionej pustynii i półpustynii. Łącznie w czasach opisywanych w notce mieszkało tam około 200 tys ludzi (z czego około 2500 Niemców i około 2000 innych białych (Burów i Anglików głównie)). Wprawdzie odkryto tam miedź, ale niemieckie koncerny przemysłowe były zaangażowane gdzie indziej - Krupp w Tanganice, a Donnersmarck w Nowej Gwinei.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować