-

Pioter : Kiedy bogowie zorientowali się, że nie są w stanie zmienić tego co już się stało, stworzyli historyków.

Grupa trzymająca wiedzę

W 1837 roku Fridrich Wagenfeld wydał w Bremie książkę zatytuowaną Sanchuniathonis Historiarum Phoeniciae Libros Novem greace versos a Philone Byblio, która natychamiast stała się najważniejszą pozycją do opisu dziejów Fenicji. Ale kilka lat później została odsądzona od czci i wiary i wykazana przez niemieckich naukowców jako ewidentne fałszerstwo.

Wagenfeld ukończył w 1832 roku w Getyndze studia z zakresu teologii i filozofii, a w posiadanie tego niezwykłego dokumentu wszedł, można by powiedzieć, przypadkiem. W 1835 roku otrzymał on bowiem list od Joana Pereiro z łacińskim tłumaczeniem tekstu Filona z Byblos, które ten wykonał w klasztorze Santa Maria de Merinhao. Młodzieniec ogłosił więc czły list na łamach Hanower Zeitung, przez co zainteresował tym największego wówczas specjalistę od dziejów Fenicji w Niemczech - Georga Heinricha Pertza. Ten po zapoznaniu się z tekstem początkowo potwierdził jego autentyczność, ale zarządał dostępu do oryginału.

I tu zaczęły się problemy. Wagenfeld miał tylko to, co otrzymał korespondencyjnie. Oraz adres nadawcy. Otrzymał wkrótce też przez posłańca odpis tekstu greckiego (za pięćdziesiąt funtów sztelingów), ale z wyraźnym zastrzeżeniem, że ma go nie udostępniać publicznie. Ani nawet nikomu go nie pokazywać. Na dostęp naukowców do oryginału nie zgodziły się bowiem władze klasztoru. 

Gdy pokazał list Pertzowi (bez greckiego tekstu) ten początkowo uwierzył Wagenfeldowi, ale jego syn po porównaniu obu listów stwierdził, że nadały go zupełnie inne osoby. Jako dowód wskazał, że pierwszy list jest podpisany Pereiro a w drugim ten podpis wygląda Pereira. To w zasadzie wystarczyło, aby cały naukowy niemiecki świat stwierdził, że to jest mistyfikacja, bardzo dobra, ale nie mająca nic wspólnego z oryginałem.

Wagenfeld wtedy wydał w drukarni Karla Schünemmana w Bremie teksty grecki i łaciński, oraz dodał do tego komentarz niemiecki do każdego z rozdziałów. Było już jednak za późno, aby ktokowiek z Akademii potraktował ten tekst na poważnie.

Dlaczego o tym piszę? Bo na tym blogu od jakiegoś czasu publikuję fragmenty tej właśnie książki opracowanej przez Wagenfelda, człowieka, który całą tę sprawę przypłacił alkoholizmem i przedwczesną śmiercią. Ale jednocześnie nie mogę w żaden sposób potwierdzić wyroku wydanego przez niemiecką akademię na ten dokument. 

Dlaczego? Znam dość dobrze fałszerstwo pracy Berossosa, które pełne jest odniesień do Biblii i mitologii greckiej. W teście Sunchaniathona tego brak. Co więcej kosmologia potwierdza się z tekstami z Ugarit, których odkrycie nastąpiło dopiero w 1929. Lista królów panujących nad Byblos w ostatnich imionach pokrywa się z dokumentami egipskimi, a ciągnąc ją do samego Kronosa (który miał otoczyć miasto murem) otrzymujemy rok 3200 pne, kiedy to właśnie w samym mieście pojawiają się archeologiczne ślady budowy pierwszych murów miejskich. Tych danych ani Pereiro ani Wagenfeld około 1840 roku nie mogli znać. 

Dlatego też Państwu pozostawiam decyzję, czy mamy w tym przypadku do czynienia z z XIX wiecznym fałszerstwem (jak twierdzi niemiecka akademia), czy jednak z odpisem oryginalnego dokumentu. 

Informuję o tym też dlatego, że w przyszłym tygodniu z drukarni powinna trafić do mnie książka zawierająca tłumaczenie dzieła Filona z Byblos, a zanim Państwo zdecydujecie się na jej zakup powinniście mieć świadomość, że jest to dzieło odrzucone a priori przez niemiecką akademię. I podawane we wszystkich podręcznikach jako przykład na to, jak nawet znakomitego fachowca - czyli Pertza - może oszukać sprytna szajka.

Nikt jednak dziś nie zastanawia się, co niby Wagenfeld czy Pereiro mieli uzyskać tą publikacją. I dlaczego Wagenfeld tak bardzo się przejął krytyką, że aż popadł w alkoholizm. A przede wszystkim nikt, mając do dyzpozycji olbrzymie narzędzia, ktorych sto pięćdziesiąt lat temu nie było - choćby tylko w postaci dostępu do internetu - nigdy nie próbował porównać zapisów tego tekstu z badanami archeologicznymi czy innymi uznanymi odkryciami. 

Bo i niby po co - jedna literka w podpisie listu przecież wystarczy aby stwierdzić czy mamy do czynienia z opisem dziejów Fenicji, czy tylko z doskonałym fałszerstwem.

Chcę jeszcze raz tylko podkreślić, że książka, która niedługo będzie dostępna w sprzedaży, nie jest, i prawdopodobnie nigdy nie będzie uznana za dzieło pochodzące z epoki. Dlatego też wskazanym jest poważnie się zastanowić czy wogóle powinno się ono znaleść w czyjejś bibliotece. O czytaniu jej nawet nie wspominam.



tagi: książka  reklama  fenicja  fałszerstwo 

Pioter
20 września 2025 10:03
7     1086    9 zaloguj sie by polubić

Komentarze:

piere11 @Pioter
20 września 2025 11:21

Akademia vel Grupa trzymająca wiedzę  = Kapłani "wiedzy"  ;-))

Bardzo lubię takie rzeczy odrzucone przez Kapłanow. :)

 

zaloguj się by móc komentować

emirobro @Pioter
20 września 2025 17:35

"Grupa trzymajaca wiedze" oraz pamiec i tozsamosc oraz certyfikujaca prawde na uslugach polityki.

Trudny ale pouczajacy tekst. Zmusil mnie do poszukania linkow o wymienionych w tekscie osobach i zdarzeniach.

Czy dobrze zrozumialem, ze to Berossos byl falszerzem?

zaloguj się by móc komentować

Pioter @emirobro 20 września 2025 17:35
20 września 2025 20:10

Nie. Sfałszował jego księgę Annius z Viterbo. Niestety zrobił to nieudolnie, opierając się wyłącznie na swoich wyobrażeniach i Biblii. I nie ma tam akurat żadnej wiedzy, która by nie była dostępna wykształconemu człowiekowi w XV wieku. Dlatego w tym przypadku akurat w pełni się zgadzam z opinią, że to akurat fałszerstwo.

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Pioter
20 września 2025 22:34

Moim zdaniem niemiecka akademia to jedno fałszerstwo

zaloguj się by móc komentować

Pioter @gabriel-maciejewski 20 września 2025 22:34
21 września 2025 05:34

Dziś tak. Ale wted miał to być przecież wzór cnót wszelakich. 

A co do samego dokumentu wydanego przez Wagenfelda, to obficie korzystał z niego Leon Cahun pisząc Przygody kapitana Magona.

Badania nad dziejami Fenicji, barzo zaawansowane, prowadzili wówczas Francuzi, więc wytrącenie im podstawowego dokumentu z ręki mogło być na rękę Berlinowi. W końcu Pertz był protegowanym Heinricha von Stein - premiera Prus w latach 1807-1808, głównego twórcy potęgi Prus.

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować