-

Pioter : Ich bin ein Schlesier.

Dušan Třeštik „Wielkie miasto Słowian, zwane Praga” - część IV

Dušan Třeštik

 

„Wielkie miasto Słowian, zwane Praga”. Państwa i niewolnicy w Europie Środkowej w X wieku.

 

część I

część II

część III

[ciąg dalszy]

Sytuacja monetarna była w tym okresie, czyli w latach 961-965, dość skomplikowana. W obiegu wewnętrznym dominował srebrny denar, który jak wykazała J Stepkova, jest tożsamy z Ibrahimowym kinszarem. Pytanie tylko brzmi, czy była to moneta miejscowa Bolesława I czy denar bawarski, który był w obiegu w Czechach przed wprowadzeniem własnej monety. Numizmatycy tłumaczą, że chodziło o monety Bolesława, ale pojawiają się wątpliwości. Niektórzy twierdzą, że początki czeskiej monety to końcowe lata panowania Bolesława I, lub nawet początkowe lata panowania Bolesława II, w każdym razie nie prędzej niż w 972 roku, więc nie mogły one być w obiegu w czasie pobytu Ibrahima w Pradze. Z tekstów Ibrahima jednak wynika, że do wybijania czeskich monet doszło w okresie wcześniejszym niż jego pobyt na praskim targu. Jeśli wytworzyła się relacja 1:10 pomiędzy płóciennymi płacidłami a denarem, to nie mogły jej wywołać niezliczone denary bawarskie, które obiegały w Czechach. Świadczy to o ich intensywnym i ustalonym obiegu, oraz o dostarczaniu na targowisko odpowiednich ilości denarów, co mogło wykonać jedynie miejscowa mennica.

Nie musiało przy tym obiegać wyłącznie srebro, arabskie, bawarskie czy miejscowe, ale także złoto. Legenda Kanapariowa głosi, że Żydzi kupowali w Pradze chrześcijańskich niewolników „infelici auro”. Tłumaczono to wyłącznie jako przenośnię, ale M Lombard jest gotowy brać to dosłownie. Według niego mogłoby chodzić o arabskie dinary, zwane „mancussi zachodzących promieni”. Wiemy na pewno, że złote monety, czy to bizantyjskie solidy czy też arabskie mancussi, miał w swoim skarbcu Bolesław II. Gdy po raku 974/975 ciężko zachorował jego najmłodszy syn, wyprosił on jego uzdrowienie u św Ulryka w Augsburgu. Jako wotum posłał do grobu św Ulryka pięć grzywien srebra, mnóstwo „denarios aureos” i pełny ładunek wosku, jaki mógł unieść muł. Księżna Emma do tego dodała od siebie jeszcze dodatkowe „denarii auerii”. W Bawarii taki system monetarny nie był niczym niezwykłym aż do XI wieku, podobnie jak i na Węgrzech, gdzie srebrne mennictwo było, jak wykazał już B Homan, utworzone zgodnie ze standardem złota. Dolny Dunaj był przecież krainą złota, dzięki któremu reforma denarowa Karola Wielkiego powiązała tzw długi solid o wartości 30 denarów, wychodząc ze standardu złota. Wydaje się, że ten standard będziemy musieli rozciągnąć również na Czechy w X wieku, a wcześniej należała również do niego Wielka Morawa. Nie możemy więc wykluczyć, że Żydzi z Kalifatu Kordoby płacili w Pradze za niewolników również złotymi monetami.

Kristianowa legenda poświadcza jedną szczególną jednostkę obliczeniową: 300 denarów, które dzieliły się na 10 solidów po 30 denarów, a ich podstawą był właśnie bawarski długi solid. Ta jednostka stała się podstawą czeskiego mennictwa, gdzie 300 denarów biło się z jednego funta karolińskiego (po 408 gram). Ale na tym nie koniec. 300 denarów to również najwyższy standard czeskiej kary pieniężnej w ogóle. Była to standardowa grzywna za ciężkie zbrodnie jak również cena człowieka. Gdy ktoś chciał się wyzwolić musiał zapłacić 300 denarów, a za kobietę dać dwu krotność, to jest 600 denarów. Kto chciał być wolnym musiał tę kwotę zapłacić. W tej również wysokości otrzymywały różne kościelne instytucje dziesięcinę „ze sprzedaży ludzi”. Także kary za ciężkie zbrodnie opiewały na 300 denarów, jako standard. Ten system bardzo szybko również przyjęła Polska, więc musiał być on znacznie starszy. Myślę, że owych 300 denarów to była właśnie cena niewolnika na praskim targu w X stuleciu.

To umożliwia nam dość ciekawe porównania. Przede wszystkim pokazuje nam, że ceny w Pradze były wyższe niż w Skandynawii. Tych 300 denarów odpowiadało 408 gramom srebra, a w Skandynawii cena mężczyzny wynosiła 360 g srebra (cena kobiety była jeszcze niższa, bo około 240 g). Podobnie było również na Rusi. Zgodnie z Ruską prawdą cena chłopa niewolnika wynosiła 5 grzywien, co odpowiadało w przypadku południoworuskiej grzywny o wadze 68 g – 340 gramom srebra, a w przypadku północnoruskiej grzywny o wadze 52 g – 255 gramom srebra. W Konstantynopolu jako standardowa cena niewolnika była stosowana 20 złotych solidów. Jeśli przyjmiemy, że czeskich 300 denarów o wadze około 400 g srebra dawało przy średnim przeliczniku złota do srebra 1:12 – 33,4 g złota, oraz że niewolnika sprzedawano w cenie 20 solidów (więc 90 g złota), oznaczałoby to, że ceny niewolników w Pradze i Konstantynopolu miały się jak 1:2,7, czyli zysk był 270 procent. To jest jednak jeszcze mało. Eksport słowiańskich niewolników na zachód do Hiszpanii był dużo zyskowniejszy. W Katalonii, a więc już na wstępie do arabskiego świata, cena niewolnika w X stuleciu wynosiła około 100 złotych dinarów (odpowiadających bizantyjskim solidom), więc stosunek cen wynosił 1:13,4, a zysk był wtedy 1350%.

To był zysk kupca, ale co to oznaczało dla książąt, a więc również dla państw? W Kordobie ilość słowiańskich niewolników tylko za panowania Adbarrahmana III (912-961) wzrosła z 3750 na 13750, więc o 10000 ludzi. To odpowiada wydaniu na praskim targu kwoty 3 milionów denarów. Przez ten targ przeszła znaczna część tych niewolników, którzy w pierwszej połowie X wieku dostali się do Kordoby – tylko jednego z miast Kalifatu. I była to tylko mniejsza część czeskiego eksportu. Nie pomylimy się więc, jeśli podatki, które ze sprzedaży niewolników otrzymywał Bolesław I za całe swoje panowanie, opisywać będziemy w milionach denarów, albo w tonach srebra. Przymnijmy więc średnio 10 milionów czy ton. Oznaczałoby to, że przez ten czas on i jego ludzie złowili i sprzedali około 30 – 35 tysięcy ludzi. O jego innych dochodach nie wiemy zupełnie nic, ale znamy „budżet” kraju Przemyślidów z późniejszego okresu. Głównym dochodem tego państwa był podatek pokojowy płacony przez wolnych ludzi. Dokumenty wyszehradzkie z lat 30tych i 70tych XII wieku podają dokładne dane, które pozwalają dość dobrze oszacować jego łączną wartość. Za lata 1130 – 1140 łącznie było to 27 tysięcy denarów. Jeśli porównamy to z ceną niewolnika, to okaże się że tę samą wartość można było osiągnąć sprzedając 90 niewolników. Jeśli przyjmiemy, że prócz pogłównego pozostałe wszystkie podatki wynosiły również tyle samo (te 27000 denarów), to wystarczyło sprzedać niecałe 200 ludzi, aby pokryć całe wydatki krajów Przemyślidów. To są tylko zgrubne i bardzo niepewne liczby, ale na ich przykładzie możemy wykazać, że prowadzenie we wczesnym średniowieczu „naturalnej gospodarki państwowej” (cokolwiek przez ten termin zrozumiemy) nie da się wymierzyć wyłącznie pieniędzmi. To jest prawdą wyłącznie jeśli mówimy o pieniądzu wyłącznie w postaci monet srebrnych bądź złotych, co miało być główną przyczyną ich powstania. Pokażemy to na przykładzie anegdoty.

Ruska „Powieść minionych lat” podaje, że wśród bohaterskich drużyn na Rusi krążyło takie przysłowie „Złotem czy srebrem nie zdobędziesz drużyny, ale drużyną możesz zdobyć złoto i srebro”. To jest wyłącznie propaganda, ponieważ prawda była zupełnie odwrotna. Powieść mówi o tym zresztą dwa zdania później: Gdy naroiło się zbójników i biskupi przyszli do księcia Włodzimierza wytykając mu, że będąc chrześcijańskim władcą nie pozwala się z nimi rozprawić, a jeszcze przyjmuje od nich podatki „viry”. Włodzimierz wtedy zaprzestał pobierania „viry” i chciał rozprawić się z rozbójnikami, ale szło to bardzo źle. Przyszli do niego starsi i rzekli: „Wojów mamy wielu, ale do niczego nam się nie zdają, bowiem nie mamy dla nich broni. Pobieraj więc znowu „viry” tak długo, aż nazbieramy na broń, a wtedy uderzymy.” Włodzimierz ich posłuchał i przywrócił „viry” a „nadal żył wzorem ojca”. By to bowiem najważniejszy problem istnienia państwa. Państwo to wojsko, a dopiero później wszystko inne. Tworzenie państwa musiało się zacząć od tworzenia zawodowego, wyćwiczonego i dobrze uzbrojonego wojska. Był to organizacyjny oraz przede wszystkim gospodarczy problem. Bez pieniędzy nie można było tego zrobić. Starsi Włodzimierza mieli rację, młodzieży chętnej do walki było mnóstwo, ale broń i konie dla nich trzeba kupować.

Ibrahim zapisał dokładnie, co usłyszał w Pradze, jak ten problem rozwiązał Mieszko. Ten swoich 3000 wojów (bardzo solidną armię) uzbroił, żywił, odziewał oraz płacił od początku do końca pieniędzmi, a nawet za swych ludzi płacił wiano ojcom ich niewiast. Źródłem pieniędzy były podatki, wzorem czeskiego podatku pokojowego, czy węgierskiego podatku za wolność. Ibrahim o tych pieniądzach mówi jako o „mitkal al markatfja” więc płacił obcymi pieniędzmi, podobnymi do tych, jakie obiegały na targu w Pradze. Musiało więc chodzić o srebrne arabskie dirhemy, bo była to jedyna moneta, której w Polsce wtedy był dostatek. Kraj Mieszka istniał dzięki pieniądzom, ponieważ istniał dzięki armii, która była opłacana i na zewnątrz płaciła pieniędzmi. W Czechach było inaczej, ale Mieszko wcale nie potrzebował naśladować czeskiego wzoru.

Cena pełnego uzbrojenia ciężkozbrojnego woja (z krążkową kolczugą, hełmem i mieczem etc) wynosiła około 1500 – 2000 gram srebra, to jest około 1950-3250 czeskich denarów o wadze około 1,3 g (lub 6-11 niewolników). Możemy więc próbować wyliczyć ile pieniędzy kosztowało uzbrojenie owych 3000 jezdnych – 3,5 do 7,5 tony srebra, więc było to mniej więcej tyle ile obliczyliśmy jako dochód ze sprzedaży przez Bolesława I niewolników do Hiszpanii.

Były to więc pieniądze pochodzące z niegodziwego handlu ludźmi, które pomogły w powstaniu środkowoeuropejskich państw, ale kończyło się to zawsze ciężkim kryzysem. Z takimi pieniędzmi można stworzyć „od zera” armię, ale nie da się jej tak długo utrzymywać, dlatego armia ta musi walczyć, aby utrzymywała się już własnych łupów. To jest mechanizm wymagający stale nowych podbojów oraz ciągłej ekspansji. Dla księcia i jego wielmożów musiał ten okres być złotym wiekiem, takim jak dla Bolesława Chrobrego opisał Gal Anonim, albo jak dla Bolesława I, władcy panującego aż do „ziemi Seringu” na jedwabnym szlaku, o czym czeska arystokracja zachowała pamięć jeszcze w XI wieku. Ale za którymiś górami, czy za którąś rzeką to się musi zakończyć i po złotym wieku przyjdzie wiek żelazny, ciężki kryzys strukturalny całego systemu. Nie ma już czego zdobywać, niespokojni wielmoże się buntują, a kraj stoi na krawędzi rozpadu.

Gdy biskup Wojciech chciał w tym kryzysowym okresie wprowadzić zakaz sprzedaży chrześcijańskich niewolników Żydom, musiał natrafić na opór wielmożów, którym po zatrzymaniu ekspansji brakowało już pogańskich niewolników, a więc sprzedawali własnych poddanych, którzy byli już chrześcijanami. Autor pierwszego żywota Wojciecha przy tym rozróżnia między mancipia a captivi. Jeńcy byli niechybnie poganami natomiast „mancipia” to chrześcijańscy poddani sprzedawani przez swoich panów, co przypomina trochę historię miśnieńskiego Guncelina (1002-1009), który sprzedawał Żydom nie tylko własnych, ale również cudzych poddanych.

Państwo pierwszych Bolesławów było nie tylko faktycznie, ale również w samoświadomości państwem praskim. Świadczy o tym choćby rodzony brat Bolesława II Kristian. Jeśli władza książąt plemiennych Czechów opierała się o mit założycielski o świętym związku bogini, reprezentującej zarówno władzę jak i ziemię, ze śmiertelnym Przemysłem Oraczem, co przedstawiane było podczas rytuału wstąpienia na tron, to Kristian pokazuje zupełnie inną wersję tego starego mitu. Według niego mit założycielski składał się z dwu równoważnych części: Świętego związku małżeńskiego oraz założenia Pragi. W późniejszej wersji Kosmy doprecyzowano, że założenie Pragi jest równoważne z utworzeniem państwa, które pojawia się w proroctwie Libuszy, dołączonej do dziejów Przemysła. Według Kristiana Praga jest metropolią, tak w sensie kościelnym (na przykład jako siedziba arcybiskupstwa), jak również w sensie świeckim, w podobny sposób jak to przedstawia ruska Powieść lat minionych, gdzie o Kijowie mówi się jako o „matce miast ruskich”, co jest właśnie przykładem greckiego „metropolis”, ale również jest to wyjaśnienie roli Kijowa na Rusi. Co więc miał na myśli Kristian mówić o Pradze metropolis - „matka miast” ale jakich? Tylko czeskich? Czy też Krakowa i innych, wszystkich tych leżących w prowincjach? Czy ta rola była jej przypisana w pradawnych początkach, już przy samym jej założeniu, które było tożsame z założeniem kraju dynastii Przemysła, czy może dokładniej dynastii Borzywoja?

 

[ciąg dalszy nastapi]



tagi: czechy  niewolnicy  wielka morawa  kalifat 

Pioter
2 lutego 2019 21:00
3     592    5 zaloguj sie by polubić
komentarze:
MarekBielany @Pioter
2 lutego 2019 22:15

To się kończy kryzysami zawsze. Pierwszy który pamiętam 1970, drugi 1976, trzeci 1980. Dalej jest tylko "kryzys", czyli cóś zmuszające do (?) biegu.

brrr..... :)

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Pioter
3 lutego 2019 09:05

Znakomity tekst 

.

 

zaloguj się by móc komentować

mniszysko @Pioter
3 lutego 2019 11:10

Tekst dający dużo do myślenia. Dobrze byłoby wiedzieć jak zmieniała się ekonomia państwa wraz z ustawaniem niewolnictwa. Może wtedy wyszłaby rola klasztorów z ich koncepcją autarkii gospodarczej. Kazimierz Odnowiciel ma też inny przydomek - Mnich.

zaloguj się by móc komentować

zaloguj się by móc komentować