Afera w Reichsdruckerei
11 marca 1898 roku na cmentarz w Berlin-Kreuzberg przyszła żona Oskara Kunschmanna. Przyszła odwiedzć grób pierwszej żony swego obecnego męża, zecera w Reichsdrukerei. Przy okazji zauważyła, że płyta nagrobna została jest przesunięta. Z ciekawości zajrzałą do środka i znalazła tam paczkę owiniętą gazetą. Odłożyła ją na bok i zabarała się za porządkowanie grobu.
Jak się później okazało w paczce było 44.000 marek - 40 tysięcy w banknotach po 1000 marek i 4 tysiące w banknotach stumarkowych. Przzerażona odkryciem zgłosiła znalezisko na policji. Policja w pierwszej chwili podejrzewała fałszerstwo, więc przekazała znalezione banknoty do ekspertyzy do Banku Rzeszy, która jednak nie potwierdziła podejrzeń.



Takie banknoty zostały znalezione (no prawie dokładnie takie, bo do tych ze sprawy nie mam dostępu).
Fachowcy jednak zauważyli, że coś jest nie tak z tymi banknotami. Mianowicie powtarzałsię na nich jeden i ten sam numer seryjny. Skoro więc banknoty są zdaniem Banku Rzeszy oryginalne, to musi być jakieś inne wytłumaczenie tego faktu - np kradzież z Reichsdruckerei.
Dochodzenie policyjne doprowadziło śledczych w końcu do byłego pracownika Reichsdrukerei - 44-letniego Paula Grünthala. Był on z zawodu drukarzem, w Reichsdrukerei pracował od 1883 roku, ale z powodu choroby i sporu z kierownictwem w 1897 roku rozstał się z firmą. Zarabiał rocznie 3300 marek więc śledczym dziwnym się wydało wynajęcie przez niego bogato umeblowanego mieszkania. W trakcie przeprowadzonej rewizji znaleziono 63 239 marek w gotówce. Przyciśnięty do muru Grünthal wskazał jeszcze kilka "skrytek bankowych" w okolicznych cmentarzach, w których znaleziono dalsze 220 tysięcy marek.
Grünthal tłumaczył się, że wszystkie te pieniądze wygrał na giełdzie, a grał od 1889 roku. Niestety zgodnie z tłumaczeniemi kupował tylko papiery spółek, które były zbywalne w kasie, więc nie było żadnych śladów pochodzenia fortuny w domach maklerskich.
Na postawiony mu zarzut kradzieży dokonanej w Reichdrukerei oburzył się ogromnie i stwierdził, że jest to niemożliwe, aby ktoś mógł tego dokonać przy takich systemach kontroli.
Ale było już za późno. Sprawa stała się tak mocno komentowana, że zajął się nią nawet Reichstag. Wśród pytań posłów do hrabiego von Arnima były i takie, które wymagały dokładnego opisu procesu produkcji banknotów.
Około 10 % banknotów, a nie jak przedstawiają to gazety 50%, jest niedopuszczanych do obiegu z powodu różnych wad je dysklasyfikujących na różnych etapach produkcji. Banknoty te zbierane są komisyjnie, przechowywane w sejfach i później komisyjnie niszczone.
Opis procesu produkcji uzupełnił von Podbielski.
Dzieje siętak z tego powodu, że poszczególne etapy druku są przygotowywane przez różne firmy. Dlatego zawsze konieczne jest wykonanie co najmniej 10% zapasu. Być może w trakcie transportu pomiędzy tymi firmami doszło do kradzieży, ale jest to raczej mało prawdopodobne, bowiem wszystkie wydrukowane banknoty są komisyjnie liczone.
Wątek ten jednak odrzucili śledczy. Ich zdaniem Grünthal wyniósł banknoty przeznaczone do zniszczenia ze skarbca Banku Rzeszy. Znaleźli u niego matrycę z pieczęcią Banku Rzeszy, prasę drukarską oraz numerator. Czy było to możliwe?
Aby dostać się do skarbca Banku Rzeszy potrzeba było dwu kluczy, będących w posiadaniu dwu różnych urzędników. Przekazywanie tych kluczy komuś innemu było zabronione.
Ale co się dzieje, gdy jeden z nich się rozchoruje? A miała przecież taka sytuacja miejsce w czasie gdy Grünthal pracował w Reichsdrukerei i miał on również jeden z tych kluczy w posiadaniu.
Idźmy dalej. Nawet dostając się do skłądowanej w sejfie makulatury i tak trzeba zachować ostrożność. W paczkach po 500 banknotów można nie zauważyć 1 czy 2 sztuk, szczególnie gdy komisja jest już zmęczona liczeniem, ale jak nie zauważyć braku w paczce 160 banknotów? Wszystkie protokoły zniszczenia banknotów zostały sfałszowane?
Grünthal trafił do aresztu śledczego w Moabicie, ale do skazania przez sąd nie doszło. 17 października 1898 roku wybrał się na nabożeństwo do kościoła, który był na najwyższym piętrze aresztu. I jakoś tak nieszczęśliwie się złożyło, że gdy tylko wszedł na klatkę schodową przeskoczył przez balustradę i zanurzył się w głębinach. Leżał na dole, a z tyłu głowy widać było ropiejącą ranę, z której wylewał się mózg.
Sprawę zamknięto. A Reichsbank w kolejnych latach odkrył jeszcze ponad 2500 fałszywych banknotów, które okreśłono jako "fałszerstwo Grünthala". Być może w obiegu było ich znacznie więcej, ale w 1922 roku zaczęła się inflacja i nikt już takimi małymi nominałami się nie przejmował. Choć w samym 1922 jeszcze 15 banknotów zostało tak sklasyfikowanych.
tagi: niemcy banknoty fałszerstwo
|
|
Pioter |
| 26 lipca 2020 15:55 |
Komentarze:
|
|
MarekBielany @Pioter |
| 26 lipca 2020 21:07 |
Obrazki i cyfry.
Liczby chyba tak sobie złożone ? :)
|
|
umami @Pioter |
| 26 lipca 2020 22:11 |
Niezła historia. Ukatrupili gościa, żeby nie puścił pary ust. Kunschmann miał coś z tym wspólnego? Spisek zecerów?
|
|
Pioter @MarekBielany 26 lipca 2020 23:07 |
| 27 lipca 2020 03:27 |
Raczej część papierków wydał na wystawne życie i to z reszty się wzięło.
|
|
Pioter @umami 27 lipca 2020 00:11 |
| 27 lipca 2020 03:29 |
Nie ma nigdzie takiej informacji. Mi to raczej wygląda na zabawę któregoś w wywiadów. Skrytki bankowe na cmentarzach, dojście do służby więziennej, itd.
|
|
atelin @Pioter |
| 27 lipca 2020 06:47 |
Do ciekawych banknotów Pan dotarł: setka ma numery seryjne po jednej tylko stronie, a tysiąc na obu.
A historia świetna.
|
|
MarekBielany @Pioter 27 lipca 2020 05:27 |
| 27 lipca 2020 21:23 |
z reszty się wzięło.
Dobre !